Wyprawa do Tunezji była podróżą "na otarcie łez" w związku z planowaną wcześniej wyprawą do Libii. Niestety, nie zawsze wychodzi to, czego bardzo chcemy. W związku z wyznawaniem zasady nie przejmowania się rzeczami, na które nie mamy wpływu postanowiłem zwiedzić najbliższego sąsiada Libii Tunezję, która również jest ciekawa. Może nie ma tutaj tylu rzymskich pozostałości ile w Libii, ale wyjazd uważam za udany.
Dotarcie do Tunezji kupując bilet lotniczy u dowolnego przewoźnika to koszt rzędu 2 tysięcy złotych. Co powiecie na package holidays czyli przelot z Warszawy wraz z zakwaterowaniem w przyzwoitym hotelu i wyżywieniem za 949zł? Tutaj należą się podziękowania dla Pani Ewy z Sopotu z firmy Gemini, która cierpliwie szukała i znalazła dla mnie tą ofertę.

Mapka miejscowości, do których dotarłem w Tunezji
Waluta w Tunezji to Dinar Tunezyjski:
1 Dinar=1000 milims
1 Tunisian Dinar = 2.09276 Polish Zloty
1 Polish Zloty (PLZ) = 0.47784 Tunisian Dinar (TND)
Przykładowe ceny:
woda mineralna 1,5 litra - 280 milimów
bagietka francuska - 350 milimów
ciastko francuskie z rybą, serkiem fromage i jajkami - 1 Dinar
przejazd Barraket ElSahel - Sousse - 5 Dinarów
Sousse - El Jem - 4 Dinary
Puszka harissy (pasty do mięsa) - 300 milimów
Herbata lub kawa w knajpie dla turystów: 1-2 Dinary
Herbata lub kawa w knajpie dla lokalesów: 300 milimów
Dotarcie na lotnisko w Monastyrze zależy od pułapu wysokości, jaki osiąga nasz samolot. Im wyższy pułap (w moim przypadku było to ponad 11 kilometrów wysyokości) tym przelot jest szybszy, ale samolot spala więcej paliwa. Niemniej po około 3 godzinach wylądowałem na miejscu. Na lotnisku byłem mimowolnym świadkiem odprawy oficerów bezpieczeństwa z publicznym zruganiem przez dowódcę jednego z podwładnych.
Po 20 minutach stania w kolejce do urzędnika i wypełnieniu specjalnej karty z podaniem danych i celu wizyty, podobnie jak przy wjeździe do Syrii wyszedłem z terminalu i zacząłem chłonąć gorące - afrykańskie powietrze. Kontrast temperatur (w Polsce -10 w Tunezji +22) bardzo mi się spodobał i najchętniej rzuciłbym torbę na ziemię i wyciągnął się na słońcu. Do mojego hotelu jeszcze niestety prawie dwie godziny drogi autobusem i wjeżdżamy do Hammametu, podobno jednej z najbardziej obleganych przez polskich turystów miejscowości.

Pierwsze wrażenie dla większości ze mną przybyłych polskich turystów to fascynacja basenami i leżakami. Fakt, nie ma co czuć odrazy do ludzi, którzy przyjechali się wygrzać na słońcu, zwłaszcza, że zima w tym roku nas nie rozpieszczała. Niemniej ja jestem tutaj w nieco innym celu i zaraz po dotarciu do celu zacząłem zwiedzanie.

Hotel Paradise Palace, w którym nocowałem przydzielony mi do biletu lotniczego :)

Hammamet to dosyć rozległa miejscowość podzielona na kilka mniejszych dzielnic. Najładniejsza i najbardziej czysta to strefa turystyczna, "Zone Touristique" z dużą liczbą hoteli położonych dosłownie nad samym morzem. Po Hammamecie można poruszać się autobusem numer 115, który za grosze (nie więcej niż 1 dinar) przewiezie nas nawet do samego miasta Naboul, słynnego z wielu warsztatów garncarzy i wytwórców ceramiki.
Hammamet Old Medina to miejscowość wyłącznie dla turystów z murami Mediny zbudowanej w 1987 roku. W środku Mediny znajduje się souk, targowisko przedmiotów w większości wykonanych w Chinach sprzedawanych za wielokrotnie większe sumy, niż są one w rzeczywistości warte. To miejsce małych 8 letnich chłopców sprzedających kwiatki jaśminu, aż po stare wygi, które próbują sprzedać ci to czego nie potrzebujesz. Prócz małego targowiska na uboczu dla lokalnej ludności z owocami, zwierzętami i efektem codziennej pracy rybaków oraz dosyć ładnej plaży, nie ma zbytnio ciekawych miejsc, gdzie można się na chwilę zatrzymać. No chyba, że na poczcie, żeby wysłać pocztówki :) Można dać zarobić lokalnym sprzedawcom orzeszków i migdałów w karmelu, które smakują wyśmienicie, a są naprawdę tanie.
Zwiedzając Tunezję pamiętajmy, że jest to była kolonia francuska, i podstawowym językiem obowiązującym w tym kraju jest właśnie francuski, którego dzieci uczą się w szkole podobnie jak u nas angielskiego. Może to spowodować troszkę problemów, dla osób, które nie znają francuskiego, ale zawsze istnieje jakieś wyjście z sytuacji.

W Tunezji do dzisiaj można zwiedzać dużo rzymskich zabytków, gdzie bardzo dobrze zachowały się
między innymi ciekawe mozaiki, przedstawiające sceny z życia oraz znane nam z mitologii ważniejsze wydarzenia. Zdjęcie przedstawia nowoczesną mozaikę z rzymskim motywem wykonaną przez dobrego rzemieślnika w mieście Naboul.

Mozaiki są jednym z ciekawszych produktów eksportowych Tunezji, większość motywów kopiowanych przez rzemieślników ma swoje oryginalne wykonania przez dawnych mistrzów ceramiki, najczęściej znajdują się one w Muzeum Bardo w Tunisie. W Muzeum Bardo, najcenniejszymi obiektami artystycznymi są właśnie rzymskie mozaiki. Przedstawiają one tematy mitologiczne a także sceny z życia codziennego - polowania, pracę, łowienie ryb a także rolników oraz dekoracyjne motywy roślinne i zwierzęce.

Medina w Naboul, podstawową kolorystyką domów w Tunezji, prócz koloru białego, to kombinacja białych ścian i niebieskich detali architektonicznych. Ta kolorystyka może kojarzyć się z grecką wyspą Santorini, natomiast pochodzi od ciekawej miejscowości, która jest jedną z najważniejszych atrakcji turystycznych Tunezji Sidi Bou Said, które leży zaledwie 20 kilometrów od Tunisu w północnej częsci kraju. Miasteczko założyła ważna religijna postać - Abou Said ibn Khalef ibn Yahia Ettamini el Beji.

Tunezja w latach 1881-1956 była pod protektoratem Francji, która do dzisiaj ma wielkie wpływy w tym państwie. Niemal każdy samochód, który spotkamy na tunezyjskich drogach to przykład francuskiej myśłi technicznej. Na zdjęciu ciekawy przykład europejskich produktów w arabskim wykonaniu. Ciepłe francuskie bagietki to przysmak każdego tunezyjczyka.

Kolejny ciekawy przykład architektury - Naboul.

Kiedy w Polsce temperatura osiągała 10 stopni poniżej zera
- w Tunezji na drzewach rosły pomarańcze.

Przy avenue Bourguiba (nazwa ulicy pochodzi od poprzedniego prezydenta Tunezji ) w ogrodzie jest usytuowane małe Muzeum Archeologiczne. Wejście kosztuje 5 dinarów + 1 dinar za pozwolenie na fotografowanie. Wejście polecam tylko tym, którzy są naprawdę pasjonatami archeologii. W muzeum można zobaczyć: historyczną mapę Cap Bon, zabytki punickie: ceramikę, lampki oliwne, biżuterię i monety, stele i szklane naczynia (buteleczki, flasze, flakoniki na perfumy) oraz ceramiczne ołtarzyki, amfory, statuetki. W oddzielnej gablocie zebrano oręż: strzały, sztylety, miecze, gliniane figurki Baala Hammona i Tanit z czasów po podboju rzymskim. Większość przedmiotów pochodzi z Kerkouane, pozostałe z Nabeulu, Kelibii, Bouargoub, Korby, Bir Drassen. W wewnętrznym dziedzińcu znajdują się rzymskie mozaiki: między innymi z Willi Nimf z Neapolis (IV wiek naszej ery) przedstawiającą scenę z wesela Bellerofonta - na zdjęciu powyżej.
(Bellerofont - syn Glaukosa, króla Koryntu, wnuk Syzyfa. Kiedy mieszkał na dworze króla Tyrynsu- Projtosa, zakochała się w nim żona władcy Stheneboja. Gdy odrzucił jej względy, królowa, przerażona, że może o tym donieść jej mężowi, powiedziała, że Bellerofont na nią napadł. Król postanowił wysłać go z listem (w którym była prośba o pozbycie się go) do ojca królowej, Jobatesa- króla Likii. Jobates polubił jednak potomka Syzyfa i nie mógł go zabić. Wysyłał go więc na misje nie do spełnienia. Bellerofont z pomocą Pegaza zabił Chimerę, poprowadził lud przeciwko Solymom i Amazonkom. Pojął za żonę Filonoę, córkę Jobatesa. Gdy dowiedział się o podstępie Stheneboji posadził ją na Pegazie, a ona spadła i zginęła. Według późniejszego mitu, ufny w swe siły Bellerofont próbował wzlecieć na Olimp, lecz Zeus strącił go ze skrzydlatego konia Pegaza. Chromy i ślepy, opuszczony przez bogów i ludzi Bellerofont błąkał się odtąd samotny po ziemi)

Rondo w okolicach muzeum archeologicznego, z charakterystycznym ceramicznym naczyniem,
w którym posadzone zostało drzewo

Po zwiedzeniu Naboul i Hammametu udałem się do Sousse. Dostać się tam można pociągiem, albo znacznie popuparniejszym środkiem transportu w Tunezji - Louages (luaż), to duże taksówki oferujące przejazdy grupowe o ustalonych cenach, zapewniające stałe połączenie między większymi miastami. Zabierają one jednorazowo 8-9 pasażerów. Niemal zawsze trzeba poczekać, aż zbierze się komplet pasażerow. Louage nie mają przystanków pośrednich, zatrzymują się dopiero w miejscu docelowym, są szybsze niż pociąg lub autobus. Przejazd z Barraket El Sahel do Sousse kosztował 5 Dinarów. Na zdjęciu mozaika z herbem miasta oraz mury mediny w tle.
Pierwsze kroki z dworca - miejsca, gdzie zatrzymują sie louages skierowałem do starej mediny, gdzie spotkałem grupkę rodaków. Tylko tutaj znalazłem najtańszy sok ze świeżo wyciskanych pomarańczy za 700 milimów - sok jak zwykle wyborny!

Sousse to miasto o typowej, pełnej temperamentu, orientalnej atmosferze. Bywa określane mianem "perły Sahelu". Stara część miasta, Medina jest otoczona murami miejskimi z IX wieku. W ich obrębie możemy znaleźć wieżę z której roztacza się wspaniały widok na okolice i port. W obrębie murów praktycznie na każdym kroku znajdziemy się w samym środku wielkiego targowiska oferującego przedmioty tunezyjskiego (czasem chińskiego) rzemiosła artystycznego. Sousse powstało w IX w. p.n.e. jako fenicka baza wojskowa. W połowie VI w. p.n.e. dostała się pod wpływ Kartaginy. W czasie II wojny punickiej w 202 r. p.n.e. dowódca wojsk kartagińskich Hannibal uczynił z niej bazę wojenną. Miasto uniknęło losu Kartaginy dzięki przymierzu zawartemu z Rzymianami podczas III wojny punickiej.
Na zdjęciu widać centralny punkt mediny, z rozległym placem z licznymi sklepami oferującymi pamiątki dla turystów.

Nazwa banku na zdjęciu "Amen" kojarzy się mi jednoznacznie z lokatą pieniędzy na amen :)

Zaledwie 10 kilometrów od Sousse znajduje się wyjątkowy jak na Tunezję Port El Kantaoui. To malownicza, ekskluzywna miejscowość wypoczynkowa dla bogatych turystów z Niemiec i Francji. Nowoczesne centrum turystyczne ze wspaniałymi hotelami i ośrodkami z apartamentami położone jest przy imponującym wielkością porcie jachtowym. W pobliżu przystani znajdują się liczne restauracje, przytulne kawiarnie, bary i butiki. Przepiękne obszary zielone przeplatają się tu z drzewami oliwnymi.
Warto zwiedzić ten port i zobaczyć luksusowe jednostki pływające, jachty, które bogaci mieszkańcy Europy trzymają właśnie tutaj, ze względu na znacznie niższe koszty utrzymania jednostek w porcie oraz stale utrzymującej się niemal letniej temperatury.

Zdjęcie przedstawia wyjątkowe tłumaczenie w naszym ojczystym języku :) Najbardziej podoba mi się słowo "ożywienie" :)
Plaża niedaleko portu El Kantaoui, w oddali liczne prywatne apartamenty
Każdego dnia miałem do pokonania kilka kilometrów, aby wydostać się z "zone touristique", aż w końcu odkryłem ciekawy skrót wzdłuż koryta rzeki, które lokalni mieszkańcy znali znacznie lepiej niż ja.

Podobno El Jem, to najlepiej zachowany rzymski amfiteatr w Afryce i ten fakt skusił mnie do wyprawy w to miejsce.
Aby dotrzeć do El Jem trzeba najpierw dostać się ponownie do Sousse i następnie złapać louages do niedużego miasta z amfiteatrem w centralnym miejscu. Dwie godziny jazdy dwoma środkami transportu i jestem na miejscu. Amfiteatr góruje nad małą mieściną, która w zasadzie powstała i żyje z turystów przyjeżdżających w to miejsce. Amfiteatr został zbudowany w latach 230-238 naszej ery, a jego pomysłodawcą prawdopodobnie był cesarz Gordian I. Jest on najbardziej spektakularną rzymską budowlą w Afryce Północnej. Zachował się w lepszym stanie niż rzymskie Koloseum i jest trzecim co do wielkości amfiteatrem na świecie!
Wejście na teren amfiteatru kosztuje aż 8 dinarów + 1 za fotografowanie. Co ciekawe bilet wstępu obejmuje też wejście do muzeum dokładnie kilometr w linii prostej od amfiteatru, o czym nikt nie informuje! Wszystkie wycieczki zorganizowane gnają jedna za drugą, a przepiękne muzeum z rzymskimi willami stoi puste!!!
Thysdrus (rzymska nazwa El Jem) zostało założone w 46 roku p.n.e. na miejscu dawnej osady punickiej. W III wieku naszej ery aspirowało nawet do miana drugiego po Kartaginie najważniejszego miasta w rzymskiej prowincji Afryka. Właśnie w tym czasie, najprawdopodobniej w latach 230-238 z inicjatywy konsula prowincji Gordiana wzniesiono tutaj amfiteatr, który wielkością ustępuje tylko rzymskiemu Koloseum oraz innej słynnej arenie, mieszczącej się w Capui, na której kiedyś walczył Spartakus. Ma 149 metrów długości, 124 metry szerokości, 36 metrów wysokości, a w czasach gdy odbywały się w nim igrzyska potrafił pomieścić ok. 30 tysięcy ludzi!
Budulec sprowadzano z oddalonych o 30 km kamieniołomów w Sulectum (dzisiejsza Salakta) na wybrzeżu, a wodę doprowadzono podziemnym akweduktem ze wzgórz oddalonych 15 km na północny zachód od miasta. Amfiteatr był wiele razy wykorzystywany do celów obronnych. W jego murach pod koniec VII w. broniła się przed Arabami księżniczka berberyjska Al-Kahina.
Nie wiadomo czy amfiteatr został ukończony, ponieważ w 238 roku w proteście przeciwko wysokim podatkom wybuchło w Afryce powstanie zwrócone przeciw cesarzowi Maksyminowi Trakowi. W walkach zginął syn Gordiana - Gordian II. Sam Gordian, który w efekcie powstania był przez ok. 20 dni cesarzem, popełnił samobójstwo.
Polecam zarezerwować sobie więcej czasu na zwiedzenie tego miejsca i spokojnie, między kolejnymi wycieczkami wspiąć się na nawyższy punkt amfiteatru, który można zwiedzić, przechodząc nad trasą oficjalnie przeznaczoną dla turystów. W związku z rekonstrukcją amfiteatru, jego część jest zamknięta do zwiedzania, ale dla chcącego nie ma nic trudnego.
Ciekawym przeżyciem jest zejście do piwnic, które widać z widowni, przesłonięte kratami. To tutaj własnie trzymane były zwierzęta oraz gladiatorzy w oczekiwaniu na walkę. W niektórych pomieszczeniach do dzisiaj widać kamienne poidła na wodę dla zwierząt.
El Jem zdobyte!

Widok na miasto z jednego z okien amfiteatru

Wnętrze muzeum w El Jem. Na ścianach znajdują się piękne mozaiki znalezione w okolicznych, rzymskich domach, które zachowały się z podłogami oraz fragmentami ścian. Niektóre domy zostały zrekonstruowane, a mozaiki naprawione, co wyglada bardzo efektownie.
W muzeum pracuje miły strażnik, który (jak opowiada) pracował przy rekonstrukcji domów, bardzo ciekawie opowiada i warto dać mu kilka groszy za wyczerpujące informacje o tym miejscu.
Rzeźba z fasady jednego z okolicznych domów znaleziona w El Jem

Większa część odkrywanych skarbów jest w renowacji

Zdjęcie przedstawia ruiny domów rzymskich z zachowanymi mozaikami

Po zwiedzeniu El Jem wybrałem się na wycieczkę do stolicy Tunezji - Tunisu, który wyraźnie zachował charakter miasta postkolonialnego podobnie jak Kair z brytyjską architekturą - Tunis charakteryzuje architektura francuska. Tunis robi dobre wrażenie, w zasadzie jak większość stolic. Zewsząd słychać nawoływania kelnerów ulicznych kafejek, rozmowy młodych ludzi, dużo muzyki płynącej z otwartych okien samochodów. Warto tutaj przyjechać, żeby poczuć specyficzny klimat tego miejsca - jeśli lubicie dobrą architekturę - nie będziecie zawiedzeni.
Na głównej ulicy Tunisu, nazwanej na cześć poprzedniego prezydenta ulicy Habib Bourguiba, nazywanej polami elizejskimi Tunisu znajduje się bardzo ciekawy kościół - rzymskokatolicka katedra św. Wincentego a Paulo (z 1882 r.), pamiątka z czasów kolonialnych. Warto zobaczyć ten kościół, siedzibę jedynej diecezji katolickiej w Tunezji podlegającej bezpośrednio pod Stolicę Apostolską.
Wyjątkowe miejsce w Tunisie - powiązanie europejskiego stylu (lampy i fasady budynków) z arabską mediną. Na zdjęciu brama morska mediny, podobnie jak inne bramy miały za zadanie strzec spokoju mieszkańców. Po przekroczeniu bramy wchodzimy w typowy labirynt uliczek z fasadami sklepików, warsztatów i małych kawiarni.
W samym sercu mediny znajdziemy Meczet Drzewa Oliwkowego (Djam' a-ez-zitouna), wzniesiony w 732 r. na ruinach świątyni Ateny. Jego obecny wygląd jest wynikiem licznych transformacji. Okalający go mur zbudowano z kamieni wydobytych z Kartaginy. Dla turystów dostępna jest tylko górna galeria i to jedynie w godzinach, kiedy nie odbywają się modlitwy. Podziwiając górną salę z łukami w kształcie podkowy, można w ciszy i spokoju odpocząć chwilkę od zgiełku panującego na zewnątrz.

Stragan sprzedawcy ulicznego w medinie, który sprzedaje słodycze
Wejście do słynnego muzeum Bardo w Tunisie, miejsca, bardzo zatłoczonego turystami, którego jednak nie można pominąć. Pomimo przebudowy muzeum, nadal można zachwycać się wspaniałymi rzymskimi mozaikami, które zapierają dech w piersiach. Oglądając mozaikę np. Wergiliusza wraz z muzami, człowiek zastanawia się nad kunsztem dawnych mistrzów, którzy stworzyli takie wybitne dzieła sztuki.

Wergiliusz i muzy piszący Eneidę

Wystawa glinianych masek w muzeum Bardo w Tunisie
Przepiękne rzymskie mozaiki, w większości niestety niekompletne
Kolejny bardzo ciekawy żelazny punkt programu każdej wycieczki do Tunezji: Kartagina. Na fotografii widnieje plan term Antoniusza. Można zauważyć, że są one zbudowane na zasadzie zwierciadlanego odbicia. Zbudowano je w specjalnie w taki sposób, aby podczas sprzątania jednej części term, druga była gotowa do użytku.
Umieszczona na Liście Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO Kartagina, to obecnie przedmieście Tunisu, leży nieopodal posiadłoścu samego prezydenta Tunezji. Zwiedzając pozostałości niegdyś starożytnego miasta-państwa punickiego założonego w IX wieku p. n. e. przez Dydonę, siostrę króla Tyru trzeba mocno się kontrolować, aby przypadkiem nie wycelować obiektywem aparatu fotograficznego w posiadłość prezydenta. Większość tego, co dzisiaj można zobaczyć w Kartaginie pochodziz okresu rzymskiego.
Wycieczki zorganizowane podjeżdżają pod samą bramę wielkiego wspaniałego parku i od razu kierują się masowo do pozostałości term Antoniusza. Jeżeli będziecie zwiedzali to miejsce sami to polecam zwiedzić sześć ważnych miejsc: Państwowe Muzeum Kartaginy i wykopaliska na wzgórzu Byrsa, rzymski teatr, amfiteatr i wille, imponujące termy Antoniusza, tofet i porty punickie. Kartagina zachowała naturalne piękno, urozmaicone bujną zielenią i wspaniałymi widokami na zatokę. Ślady przeszłości, mimo iż są szczątkowe oraz rozsiane na sporym terenie, są na tyle wyraźne, że przy odrobinie wyobraźni przywołują epicką przeszłość miasta. Proszę nie słuchać więc tambylców przywiezionych autokarem pod bramę parku, że nie warto zwiedzić tego wspaniałego miejsca.
Fragment pozostałości po termach Antoniusza
Kolejnym ważnym miejscem w okolicy to słynna miejscowość Sidi Bu Said. To przepiękne miejsce, które do dzisiaj jest zamieszkane przez artystów, malarzy, rzeźbiarzy i poetów. Sidi Bu Said wyróżnia się białymi domkami z niebieskimi okiennicami oraz drzwiami, które dodatkowo są ozdobione metalowymi inkrustacjami. Biało-niebieskie miasteczko to porównując do naszego Sopotu.
Luksusowe kawiarnie, bardzo drogie restauracje i przepiękne widoki. Jest to miejsce, w którym na stałe mieszka wielu bogatych tunezyjczyków. Pierwszy budynek, który tutaj wzniesiono to riabt, czyli forteca z czasów panowania Arabów. Należała ona do ogromnej sieci budowli obronnych. Obecnie na jej miejscu znajduje się latarnia morska. Nazwa miasta pochodzi od muzułmańskiego świętego Abou Said El Baji.
Jego późniejsza historia wiąże się z postacią barona Rodolpha von Erlangera, który na początku XX wieku osiedlił się w tych rejonach i zainicjował tradycyjne już malowanie okien i drzwi na kolor błękitny. Białe domy z niebieskimi okiennicami i ciężkimi, kutymi drzwiami, przyozdobione mnóstwem kolorowych kwiatów umieszczanych w oknach i na balkonach, zbudowane zostały w stylu andaluzyjskim przez potomków maurów przybyłych z Andaluzji i osiadłych tutaj. Miasto upodobali sobie poeci i malarze min: Luisa Milleta, Paul Klee, Gaustave Flauber itd. Ich ulubionym miejscem spotkań była "Cafes des Nattes".
"Cafes des Nattes"

Jedna z wielu uliczek w Sidi Bu Said, do złudzenia przypomina
klimaty greckiej wyspy Santorini

Przepiękne portale - wrota do rezydencji przypominają mi
podobne równie zdobione - marokańskie

Najdalej wysunięty punkt Sidi Bu Said, z którego rozciąga się wspaniała panorama na turkusowe morze

To właśnie tutaj znajduje się prezydencki jacht cumujący w marinie
zaledwie dwa kilometry od prezydenckiego pałacu

Owoce kaktusa, porastającego licznie klif w Sidi Bu Said

Jak tu nie być szczęśliwym w takim miejscu!

Korowód weselników zmierzających do miejsca zabawy, fotografia wykonana na
środku głównej ulicy w Hammamecie

Słynny port Yasminne Hammamet, miejsce gdzie cumują jachty z całego świata
Tunezja ma bardzo bogate tradycje wędkarskie, prawie na każdym kroku można spotkać wędkarzy co ciekawe nawet z brzegu morza, na zdjęciu ławice ryb bezpieczne w porcie Yasmine Hammamet.
Podsumowanie
Tunezja to bardzo często wybierany kierunek wakacyjnych wypadów Polaków, którzy za stosunkowo niewielkie pieniądze mogą bezpiecznie spędzić czas ciesząc się słońcem i niemal zawsze dobrą pogodą.
Z powyższej relacji wynika, że również dla osoby ciekawej świata zewnętrznego poza luksusowym hotelem i ręcznikiem na leżaku można znaleźć bardzo ciekawe miejsca do zwiedzania. Tunezja to na pewno nie Maroko, gdzie egzotyka goni egzotykę, ale nie można powiedzieć, że spędzenie tutaj wakacji to strata czasu. Tunezja to również, o czym rzadko kto wie, miejsce tranzytowe dla motocyklistów z południa Europy, którzy licznie "zaliczają" wyprawę motocyklem terenowym wokół basenu Morza Śródziemnego.