Pomysł na dłuższą międzynarodową wyprawę samochodowo-rowerową kiełkował w naszych głowach od bardzo dawna. Niezawodny samochód i specjalny bagażnik dachowy z uchwytami na rowery pomogły nam podjąć decyzję o wyjeździe. Kierunek naszej wyprawy wybraliśmy nieprzypadkowo. Zwiedziliśmy już kawał świata, a nigdy nie byliśmy we wschodniej części Polski oraz na Ukrainie.

Przebieg naszej trasy. Na terenie Słowacji nie wygląda ona imponująco, ale góry i różnica wzniesień z punktu widzenia siodełka rowerowego zrobiły swoje

Z rowerami na dachu jeździ się wyjątkowo bezpiecznie, głównie dlatego, że nie przekroczyliśmy nigdy prędkości 100 km/h, nawet na drogach szybkiego ruchu, ponieważ szum wiatru i spalanie paliwa zdecydowanie przekraczały normy.
Podczas naszej podróży dwukrotnie przekraczaliśmy granice państw w Słowacji i Ukrainie. Spotkaliśmy sie również z bardzo miłymi celnikami na granicy z Białorusią, ale nie udało nam się przekroczyć tej granicy. Nie zorientowaliśmy się niestety wcześniej, że wizę do Białorusi należy wyrobić minimum tydzień przed wjazdem i kosztuje ona 50 euro.
Naszą podróż rozpoczęliśmy od długiej podróży z domu do Białowieży, a dokładnie do leśniczówki w miejscowości Teremiski, gdzie spędziliśmy 4 dni.

Białowieża i okolice to raj dla rowerzystów. Znajduje się tutaj kilka naprawdę fajnych szlaków rowerowych, które biegną przez niesamowitą głuszę. Każdy z nas, kiedyś dawno temu na lekcjach historii uczył się o początkach powstania naszego państwa. Ja z lekcji historii doskonale pamiętam opowieści nauczycielki dotyczące Bolesława Chrobrego i borów w których polował. Właśnie w takich bajecznie gęstych i zielonych borach, jakich jeszcze nigdy nie widzieliśmy i nie zdawaliśmy sobie sprawy, że istnieją - przez kilka dni zwiedzaliśmy okolice na rowerach.
Mimo upałów sięgających 38 stopni byliśmy twardzi i rower towarzyszył nam każdego dnia, przez wiele godzin. Jednak nie upał i nie zmęczenie nas pokonało - naszym wrogiem były niezliczone chmury komarów i gzów końskich zwanych tutaj ślepakami. Już po wyjściu z samochodu, nad naszymi głowami zleciały się chmary insektów, które skutecznie uprzykrzały nam życie. Ślepaki były wolne i z łatwością można było je zabić zaraz po chwili, kiedy tylko usiadły na kawałku naszego odsłoniętego ciała. Nasz gospodarz, właściciel leśniczówki i gospodarstwa rolnego, powiedział nam, że od 20 lat nie było takiej sytuacji, aby konie nie chciały wyjść ze stajni w obawie właśnie przed ślepakami, które cięły je niemiłosiernie. Powodem takiego "pogłowia" insektów była bardzo długa zima z dużą ilością śniegu, a zaraz po stopnieniu śniegu padały przez długi czas intensywne deszcze, które spowodowały powódź na południu naszego kraju. W takich warunkach insekty, nie zwalczane środkami chemicznymi (Białowieski Park Narodowy) namnożyły się niesłychanie.

Przed szlakiem dębów królewskich.
Szlak Dębów Królewskich to pierwszy szlak, który przejechaliśmy juz pierwszego dnia pobytu. Szlak a raczej ścieżka edukacyjna "Szlak Dębów Królewskich i Wielkich Książąt Litewskich" powstała w 1978 roku. Jej inicjatorami byli leśnicy Nadleśnictwa Białowieża: Lech Miłkowski i Jacek Wysmułka. Na szlaku opisano ponad 20 kilkusetletnich dębów, które otrzymały imiona królów polskich oraz wielkich książąt litewskich, którzy byli związani z historią Puszczy Białowieskiej zazwyczaj poprzez udział w polowaniach.
Wszystkie opisy stworzyła Barbara Ewa Wysmułkowa, żona leśniczego Wysmułka. Celem ścieżki było zaprezentowanie historii Puszczy Białowieskiej przez opowiadanie o wizytach władców w lesie, w którym najdłużej przetrwał w warunkach naturalnych największy lądowy europejski ssak - żubr.
Najstarszymi dębami są Zygmuntowie: Stary i August. Oba mają po 450 lat. Natomiast najmłodszym drzewem jest dąb o dwóch pniach: Olgierd i Kiejstut, który ma 150 lat. Na szlaku rosną również August II Sas, Władysław IV, Bona Sworza, Kazimierz Wielki, Kazimierz Jagiellończyk, Witold, Giedymin i Jan Kazimierz.

Król Puszczy Białowieskiej - żubr - rzeczywiście występuje w puszczy.
Żubr w rezerwacie pokazowym w Białowieskim Parku Narodowym. Żubry w całym parku narodowym po obu stronach granic - Polskiej i Białoruskiej występują w ilości aż 900 sztuk. Jako zwierze, które nie ma naturalnego wroga - swobodnie się rozmnaża.
Samica łosia - klępa - beztrosko wypoczywa zaledwie metr od nas
W rezerwacie żyją swobodnie mieszkańcy puszczy, między innymi dziki.
Przejście graniczne z Białorusią. Celnicy przekazali nam informacje, że po drugiej stronie musi czekać na nas zamówiony wcześniej przewodnik, bez którego nie mamy prawa poruszać sie po Białorusi. Podobno okolice przygraniczne w Białowieskim Parku Narodowym to miejsce ulubione przez prezydenta Alaksandra Łukaszenkę. Znajdują się tam jego rezydencje, korty tenisowe i inne ciekawe miejsca.

Najstarszym zabytkiem Parku Pałacowego jest obelisk upamiętniający polowanie Augusta III Sasa, które odbyło się 27 września 1752 roku. Wykonany z szarego piaskowca pomnik stoi na grobli między stawami. Kiedyś groblą biegł gościniec zwany „Królewskim Trakiem”. Na obelisku umieszczono napisy w języku polskim i niemieckim. Oto fragment tekstu polskiego:
Dnia 27 Septembra 1752 Nayjaśnieysze Państwo August III Król Polski, Elek. Saski, z Królową Jeymością y królewiczami Ichm. Xawierem y Karolem tu mieli polowanie żubrów, y zabili: 42 żubrów; to jest 11 wielkich, których nayważnieyszy ważil 14 Centn. 50 funt., 7 mnieyszych; 18 żubrzyców; 6 młodych; 13 łosiów; to yest 6 z których nayważnieyszy ważiło Centn. 75 f.; 5 samic; 2 młodych; 2 sarny. Summa 57 sztuk. (…)”
Przed tym polowaniem, służba łowiecka przy pomocy naganki liczącej prawie tysiąc osób, zgromadziła zwierzynę w specjalnej zagrodzie zwanej „Augustowym Sadem", znajdowała się ona na terenie dzisiejszego Obszaru Ochrony Ścisłej BPN, u źródeł rzeczki Ołówka, zwanej wówczas Jelanką. Para królewska wraz z wyższymi dostojnikami zajęła miejsce na specjalnie wzniesionej trybunie. Na sygnał naganka wypędzała zwierzynę wprost pod padające z trybuny strzały. Kronikarz wspomina, iż królowa Maria Józefa własnoręcznie ubiła 20 żubrów, a czas między strzałami wykorzystywała na czytanie powieści francuskiej.
W czasie I wojny światowej, latem 1915 r. obelisk wywieziono w głąb Rosji. Powrócił do Białowieży dopiero w 1938 r. W trakcie przewozu obelisk uległ uszkodzeniu (pękł). Jeszcze przed II wojną ubytki zostały uzupełnione.

Dawny dworek myśliwski zbudowany w 1845 roku na użytek władz (gubernatora grodzieńskiego). Nocował w nim car Aleksander II, goszczący na polowaniu w Białowieży w 1860 r. W okresie późniejszym istniało w tym budynku swego rodzaju muzeum gromadzące pamiątki z polowań carskich: trofea myśliwskie, zdjęcia, księgę pamiątkową z wpisami gości, oraz przedmioty z nimi związane. Był więc tam np. srebrny puchar, którym wznosił toasty car Aleksander II czy też łopata użyta przez niego do posadzenia dębu w miejscu polowania.
W okresie międzywojennym budynek ten służył jako kasyno zarządzane przez Przysposobienie Wojskowe Leśników oferujące m.in. posiłki turystom i wycieczkom zbiorowym. Po wojnie mieściła się tu gospoda turystyczna i przez kilka lat przedszkole. W latach 1991-1994 przeprowadzono renowację budynku przywracając mu pierwotną postać. Koszt prac pokryto głównie z dotacji Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Okazało się przy tym, iż budynek nie posiadał fundamentów, a ściany oparto na kilku kamieniach ułożonych w narożnikach, jeden z narożników stał na kamieniu młyńskim. Od 1996 roku w budynku mieści się siedziba Ośrodka Edukacji Przyrodniczej BPN.

Na zdjęciu budynek dawnej stajni kozackiej, mogącej pomieścić 40 koni. Jego sylwetka wskazuje, że na poddaszu składowano zapasy siana, na parterze zaś były boksy końskie. Budynek odnowiono w latach 70 - tych, mieścił się w nim Dom Wycieczkowy PTTK a obecnie stoi pusty.

Chwila oddechu w Parku Pałacowym (pow. 47,77 ha), który powstał w końcu XIX wieku wokół pałacu carskiego, zlokalizowanego na wzgórzu zwanym Pałacowym nad rzeką Narewką. Park został zaprojektowany przez Walerego Kronenberga - profesora Szkoły Głównej w Warszawie. Zaprojektował on park w stylu angielskim, charakteryzującym się swobodnym układem kompozycyjnym grup drzew i krzewów, rozdzielonych rozległymi polanami. Całość uzupełniały dwa sztuczne stawy wykopane w dolinie Narewki. Początkowo w Parku Pałacowym rosło prawie 160 gatunków drzew i krzewów, zarówno rodzimych, jak i obcych, pochodzących z różnych regionów klimatycznych, głównie z Azji i Ameryki Północnej. Obecnie rośnie tu prawie 90 gatunków drzew i krzewów. Całość podlega ochronie jako zabytek architektury parkowej.

Młode bociany czekające na rodziców z jedzeniem mieszkały prawie na każdym domu w Białowieży i okolicach.

W centrum Białowieży znajduje się budynek, obecnie poczta, który opisuje Aleksander Omilianowicz, w swojej książce "Duch Białowieży". Jako dzieciak przeczytałem ta książkę kilka razy i zawsze byłem pod wrażeniem przygód rosyjskiego szpiega.
Po latach okazało się, że autor mojej ulubionej książki z dzieciństwa był sam pierwotnie współpracownikiem sowieckiego wywiadu wojskowego Smiersz. Penetrował polskie podziemie, a także donosił na oficerów Wojska Polskiego. W okresie PRL był znany na białostocczyźnie jako literat opisujący wydarzenia z okresu II wojny światowej a także powojenne walki partyzantów antykomunistycznych. Zupełnie niedawno mogliśmy dowiedzieć się o jego niechlubnej przeszłości, kiedy jako referent UB bardzo brutalnie postępował z członkami podziemia niepodległościowego. Był szefem UB w Nidzicy i Iławie w województwie olsztyńskim. Już na początku lat 50. za skatowanie „omyłkowo” sześciu partyjnych, jednego działacza ZSL, dwóch członków ZMP i przodowników pracy, przebywał krótko w wiezieniu w Barczewie. Za te same przestępstwa po raz drugi trafił tam skazany wyrokiem sądu III Rzeczypospolitej. Na podstawie jego dokumentów skazano na karę śmierci 4 osoby. Pracował m.in. jako redaktor "Głosu Koszalińskiego", "Gazety Białostockiej" i "Niwy". Działając w środowisku białoruskim donosił m.in. na znanego pisarza związanego ze stowarzyszeniem literackim „Białowieża” Sokrata Janowicza dzięki czemu Janowicz trafił na indeks autorów zakazanych i stał się obiektem szykan SB i partii. (oprac. Janusz Korbel). Zmarł w więzieniu w 2006 roku.

Białowieża Towarowa to ciekawy kompleks dworcowy położony po dwóch stronach torów kolejowych, prowadzących z Białowieży do Hajnówki. Po stronie północno-wschodniego toru kolejowego znajduje się budynek dworca, cztery budynki magazynowe, budynek WC oraz wieża ciśnień. Po stronie południowo-zachodniej stoi dróżniczówka, oraz domy i zabudowania przeznaczone dla pracowników kolei. Na terenie stacji znajdują się też dwa żurawie wodne, używane przed laty do parowozów.

Budynek dworca to obiekt jednokondygnacyjny, drewniany, o konstrukcji zrębowej. Wzniesiono go na rzucie wydłużonego prostokąta, z centralnymi ryzalitami akcentującymi szerszy hol, z poczekalnią od strony peronu, kasą i pomieszczeniami służbowymi od tyłu.
Białowieska kolej funkcjonowała przez blisko 100 lat. Przed II wojną światową w Białowieży było jedenaście rozjazdów. Na jednym z torów stało zawsze po kilkanaście salonek z turystami. Na wczasy przyjeżdżali tutaj urzędnicy kolejowi z Warszawy, wojskowi, ludzie z pierwszych stron gazet, bywał m.in. Prezydent RP, Ignacy Mościcki. Przez kolejne lata, także po wojnie, pociągi z Towarowej nadal przewoziły uczniów, leśników, mieszkańców puszczańskich wsi. W 1986 r. budynek dworca kolejowego Białowieża Towarowa wpisany został do rejestru zabytków, w 1988 roku do rejestru wpisano także wieżę ciśnień.

Obecni właściciele Białowieży Towarowej zostali w 2004 r. laureatami konkursu Generalnego Konserwatora Zabytków w Warszawie Zabytek Zadbany. Obecnie dworzec Białowieża Towarowa mieści Restaurację Carską.

Brama wejściowa do ścisłego rezerwatu przyrody, który położony jest w centralnej części Puszczy Białowieskiej, w widłach rzeki Hwoźnej (od północy) i Narewki (od zachodu). Tutaj możemy zwiedzać Park wyłącznie z przewodnikiem turystycznym. BPN jest najstarszym z dwudziestu dwóch parków narodowych w Polsce.
Na obszarze rezerwatu ścisłego człowiek w żaden sposób nie ingeruje w życie lasu, który żyje własnym rytmem. Drzewa mają dwa życia: rosnąc i leżąc powalone na ziemi.

Jeżeli w ścisłym otoczeniu drzew jedno ulegnie zniszczeniu, np. powalone przez wiatr, to powstała w ten sposób luka umożliwia wielką rywalizację o dostęp do światła wszystkich możliwych gatunków roślin.
W rezerwacie ścisłym większość ścieżek jest zalanych lub biegnie przez tereny podmokłe i bagna, niezbędne jest zatem prowadzenie szlaku drewniana kładką.

Jeden z najbardziej znanych i rozpoznawalnych symboli BPN. Powalony dąb Władysława Jagiełły, który pamiętają nasi rodzice z wycieczek szkolnych do BPN w latach 60-70.
Dąb Jagiełły - to najsłynniejszy z dębów Puszczy Białowieskiej. Pod nim miał rzekomo przesiadywać Władysław Jagiełło przed łowami zorganizowanymi przed wyprawą grunwaldzką. Drzewo zostało zwalone przez wichurę 2 listopada 1974 roku. Faktycznie nie miało więcej niż 450 lat (obwód na wys. 130 cm. od podstawy 550 cm, wysokość 39 m). Jak na dąb rosnący w Puszczy Białowieskiej miał duże konary i sporą koronę. Kilka lat przed wywróceniem się Dąb Jagiełły stracił konar 29 metrowej długości.

Bardzo ciekawy przykład tzw. "kuźni dzięcioła". Kuźnia polega na tym, że dzięcioł wyszukuje sobie miejsce, w którym łatwo można zaklinować szyszkę, unieruchomić ją łuskami w górę, aby potem wydziobać spomiędzy nich smaczne nasiona.
Po kilku dniach pobytu w Białowieży ruszyliśmy dalej. Kolejny przystanek - Lublin.

Temperatura powietrza dochodziła do 40 stopni, więc strażacy w samym centrum miasta zamontowali fontannę z zimną woda z hydrantu.

Złudzenie głębokiej przestrzeni dzięki efektom trójwymiarowego malowidła
W Lublinie spędziliśmy jeden dzień. Zrobił na nas bardzo ponure wrażenie, jako zniszczone i bardzo zaniedbane miasto. Nawet starówka, mimo wielkiej popularności wśród turystów, nosi jeszcze ślady ostrzału z lat 40 ubiegłego wieku. Wiele miejsc, miedzy innymi dzielnica żydowska wraz z gettem zniknęła z powierzchni ziemi dzięki niemieckiemu okupantowi podczas drugiej wojny światowej.

Kolejne miejsce na naszej trasie, w którym zatrzymaliśmy się przez kilka dni - Sandomierz. Jako dziecko zaczytywałem się książkami Edmunda Niziurskiego i Zbigniewa Nienackiego, którzy akcję swoich książek umiejscawiali właśnie w Sandomierzu i okolicach.

Budynek poczty w Sandomierzu na rynku, gdzie za rogiem zaczyna się podziemna trasa turystyczna

Instalacja artystyczna "Kotwiczenie nieba w Sandomierzu"
Będąc w Sandomierzu pojechaliśmy rowerami zobaczyć jak wyglądają tereny, które jeszcze niedawno były zalane przez majowe intensywne opady deszczu. Obrazy przeszły nasze najśmielsze oczekiwania. Większa część Sandomierza, która nie jest położona na wzniesieniu została w mniejszej lub większej części zalana i podtopiona. Ciężko było patrzeć na zalane domostwa, które wyglądały tak jakby woda właśnie opadła. To niezmiernie wielka tragedia, którą musieli doświadczyć mieszkańcy tych okolic.

Droga na wale przeciwpowodziowym z dwóch stron zabezpieczona workami z piaskiem, które uchroniły przez zalaniem największą fabrykę w Europie szkła w Europie dla przemysłu samochodowego Pilkington Automotive.

Miejsce łączenia dwóch wałów, zabezpieczonych folią i workami z piaskiem, które do dzisiaj nosi ślady powodzi i wielka wyrwę, przez którą wodą z Wisły zalała większą część Sandomierza i okolic.

Fantastyczny dworek Karpińskich, w którym nocowaliśmy przez kilka dni podczas zwiedzania Sandomierza. Dworek to obecnie pensjonat wykończony w wysokim standardzie w przyzwoitej jak na taki standard cenie. Polecamy to miejsce wszystkim - rewelacja. www.dworek.majsak.pl

Portal wejściowy do klasztoru ojców Dominikanów, charakterystyczny z tego względu, że jest pokazywany zawsze w czołówce podobno popularnego serialu "Ojciec Mateusz".

Po opuszczeniu Sandomierza udaliśmy się w Bieszczady, gdzie również znajdują się ciekawe szlaki rowerowe.

Charakterystyczne dla Bieszczad specjalne paleniska, retorty - duże stalowe piece służące do wypalania węgla drzewnego w warunkach leśnych. Ludzie, którzy zawodowo trudnią się tym zajęciem nazwyani są smolarzami.

Nasze kolejne przejście graniczne, tym razem turystyczne pieszo-rowerowe przejście prowadzące z Polski na Słowację. Przepiękne widoki oraz bardzo strome podjazdy, słowem idealne tereny do jazdy na rowerach górskich.

Gadziogłówka żółtonoga (Gomphus flavipes)

Bieszczadzki Park Narodowy juz po słowackiej stronie

Trasy rowerowe na terenie Słowacji są znacznie lepiej oznaczone niż w Polsce

Bieszczadzka kolejka wąskotorowa kursująca dzisiaj jedynie dla turystów
Na bieszczadzkich szlakach .....

.....

.......

Targowisko książek we Lwowie
Będąc w Bieszczadach nie mogliśmy odmówić sobie wycieczki na Ukrainę, o której dużo wcześniej słyszeliśmy. Obywatele Polski nie potrzebują wiz na terytorium Ukrainy, jednak kontrola na granicy jest drobiazgowa i wyjątkowo długo trwa. Trzeba liczyć około 3 godziny czasu na przekroczenie granicy.
Narzekamy dzisiaj na jakość dróg w naszym kraju, jednak to co zobaczyliśmy na Ukrainie, nie da sie porównać z niczym. Przejechaliśmy juz kawałek świata i nigdzie nie spotkaliśmy dróg w tak opłakanym stanie. Jeśli udałbym się tam swoim samochodem na 17 calowych felgach to na pewno strasznie by się pogięły. Kierowca naszego autobusu, jadąc międzynarodową drogą wybierał lesze dziury od tych gorszych, w które i tak musiał wjechać, aby po prostu przejechać do przodu.
Lwów to miasto jakich w Polsce sporo. Od razu wydał nam się bliski. Architektura typowa dla naszych miast, budynki takie jak w Krakowie, Lublinie czy Warszawie. Mnóstwo obiektów sakralnych.
Czarna kamienica na rynku we Lwowie wzniesiona w latach 1588–1589
Fasada kamienicy pokryta jest diamentową rustyką z piaskowca, który poczerniał ze starości lub - według innych źródeł - został pomalowany na czarno; stąd pochodzi nazwa kamienicy. Czarna kamienica jest uważana za jeden z najcenniejszych zabytków budownictwa mieszczańskiego z epoki renesansu.

Rynek we Lwowie
Jeżeli umiecie czytać po rosyjsku to z ukraińskim też nie będziecie mieli problemów. Na zdjęciu sklep naszej Vistuli

Logo Euro 2012 z kwiatów, to jedyny akcent jaki udało nam się znaleźć jeśli chodzi o modernizację infrastruktury drogowej, budowę obiektów hotelowych czy stadionów. Może w Kijowie jest inaczej, ale w zachodniej części Ukrainy nie dzieje się w tej sprawie nic.

Z miejscem na zdjęciu wiąże się ciekawa historia pomnika Jana III Sobieskiego. W tym właśnie miejscu, gdzie dzisiaj na czarnym granicie stoi pomnik ukraińskiego wieszcza, stał przepiękny pomnik naszego króla Jana, który dzisiaj stoi w reprezentacyjnym miejscu na Targu Drzewnym w Gdańsku.
Poniżej fragment tekstu o pomniku z wikipedii:
Pomnik króla Jana III Sobieskiego został ufundowany przez miasto Lwów i odsłonięty 20 listopada 1898 r. Jest dziełem lwowskiego rzeźbiarza Tadeusza Barącza, odlanym w brązie w wiedeńskiej firmie Artura Kruppa. Podstawę pomnika wykonała pracownia rzeźbiarska Juliana Markowskiego ze Lwowa.
Pomnik stanął we Lwowie na skwerze na Wałach Hetmańskich, w najbardziej reprezentacyjnym spacerowym ciągu Lwowa, tzw. Corso.
Jedyny król Rzeczypospolitej, pochodzący z najbliższych okolic Lwowa (urodzony w Olesku, często przebywający w Żółkwi, posiadający kamienicę we Lwowie i często odwiedzający to miasto) przedstawiony został w narodowym stroju, w żupanie i kontuszu, na wspiętym rumaku, przeskakującym obalone działo, kosz faszynowy i strzaskaną lawetę. Postać króla była zwrócona twarzą na południowy wschód, skąd najczęściej nadchodziło niebezpieczeństwo dla Lwowa.
Praca Barącza przypomina swą stylistyką wcześniejszy pomnik Sobieskiego w warszawskich Łazienkach z 1787 r zwłaszcza że w obu przypadkach wątpliwość wzbudzają proporcje między sylwetką konia i jeźdźca.
Gdy w lipcu 1944 Lwów został ponownie zajęty przez ZSRR, powstał projekt, by Sobieskiego przerobić na Bohdana Chmielnickiego. W 1950 przekazano jednak pomnik władzom polskim. Przez 16 lat stał w parku w Wilanowie, po czym przewieziono go do Gdańska, ustawiono na jednym z głównych placów Starego Miasta - Targu Drzewnym i 26 czerwca 1965 ponownie odsłonięto. Pomnik usytuowano tak, że król zwrócony jest w kierunku zachodnim. Oryginalna tablica z tekstem "Królowi Janowi III miasto Lwów" została ukryta i zamontowana dopiero po 1989.
Oryginalnych, brązowych tablic kartusza nigdy nie zamontowano z powrotem. Najprawdopodobniej zostały zabetonowane w skrzyniach wewnątrz pomnika. Obecne tablice zostały wykonane w latach dziewięćdziesiątych z piaskowca przez rzeźbiarza Czesława Gajdę, który uprzednio w latach osiemdziesiątych dokonał rekonstrukcji innych części kartusza.

Najbardziej popularny pojazd na ulicach Lwowa. (Warto przypomnieć, że przeciętna dobra pensja na Ukrainie to 900zł)
Ścisłe centrum Lwowa - plac Mickiewicza, na którym stoi 21 metrowy pomnik Adama Mickiewicza, który przetrwał wszystkie zawieruchy wojenne w niezmienionej postaci.
Lwowski Narodowy Akademicki Teatr Opery i Baletu im. Salomei Kruszelnickiej

Wnętrze opery - widownia posiada 1200 miejsc

Wejście główne do cmentarza Łyczakowskiego we Lwowie
Cmentarz Łyczakowski − najstarsza zabytkowa nekropolia Lwowa, położona we wschodniej części miasta na malowniczych wzgórzach wśród pięknego, specjalnie zaprojektowanego, starego drzewostanu tworzącego szereg alei. Jest miejscem pochówku wielu wybitnych, zasłużonych dla Polski i Ukrainy ludzi kultury, nauki i polityki. Na cmentarzu znajduje się wiele zabytkowych nagrobków o wysokiej wartości artystycznej, przedstawiających alegoryczne postaci i wizerunki zmarłych, a także liczne kaplice, edykuły, kolumny i obeliski, w różnych stylach.
Został założony w 1786. Jest jedną z najstarszych nekropolii istniejących w Europie do dziś. Dla porównania: Powązkowski w Warszawie w 1790, Cmentarz na Rossie w Wilnie został oficjalnie otwarty 6 maja 1801 r., Rakowicki w Krakowie i Père-Lachaise w Paryżu w 1803.

Grobowiec jednego z zasłużonych żołnierzy biorących udział w insurekcji kościuszkowskiej i innych powstaniach, który jak głosi historia podczas jednej z walk stracił czapkę, którą strącił mu nieprzyjaciel strzałem z muszkietu. Żołnierz przeżył wiele walk i zażyczył sobie na grobowcu właśnie tą kamienną czapkę.
Obecnie na cmentarzu Łyczakowskim niemal nie chowa się już zmarłych, jedynie wybitnie zasłużonych dla Lwowa i Ukrainy.

Cmentarz Obrońców Lwowa we Lwowie (Cmentarz Orląt Lwowskich) – autonomiczna część cmentarza Łyczakowskiego we Lwowie. Zajmuje odrębne miejsce - stoki wzgórz od strony Pohulanki. Znajdują się na nim mogiły uczestników obrony Lwowa i Małopolski Wschodniej, poległych w latach 1918–1920 lub zmarłych w latach późniejszych.
Często nazywany jest Cmentarzem Orląt, gdyż spośród pochowanych tam prawie 3000 żołnierzy, większość to Orlęta Lwowskie, czyli młodzież szkół średnich i wyższych oraz inteligencja. Nazywany on był przez Polaków miejscem świętym (Campo Santo).

Z tej mogiły w 1925 roku zabrano zwłoki nieznanego żołnierza, który spoczął na placu
Piłsudzkiego w Warszawie

Grobowiec Marii Konopnickiej aktualnie w renowacji
Grobowiec Gabrieli Zapolskiej autorki słynnej "Moralności Pani Dulskiej"
Podsumowanie:
Okazuje się, że przysłowie cudze chwalicie a swojego nie znacie powinno przyświecać każdemu, kto myśli o dalekich, egzotycznych wyprawach. Wszyscy wiemy, że Polska to piękny kraj i warto poświęcić więcej wolnego czasu na dokładne zwiedzenie jego najciekawszych miejsc. Polska wschodnia w naszych podróżach była trochę traktowana "po macoszemu", ale okazało się, że zupełnie niesłusznie.
Ukraina to kraj, który zdecydowanie odbiega gospodarczo od Polski. Niektórzy mówią, że różnica pomiędzy naszymi gospodarkami wynosi kilkanaście lat. Jadąc do Lwowa przez mniejsze miejscowości Ukrainy istotnie tak to wyglądało. Krowy na drogach to widok codzienny. Warto jednak tam pojechać i zobaczyć jak żyją ludzie, gdzie czas zatrzymał się w miejscu.