Wnętrze naszego hotelu "Central Palace" w Marakeszu, który posiada wspaniałe ceramiczne mozaiki na ścianach i na podłodze, w środku restrauracji na parterze widać owocujące drzewko pomarańczowe
Językiem urzędowym w Maroku jest zarówno arabski jak i francuski, ponieważ Maroko to dawna francuska kolonia. Dziwne jest jednak to, że nie znając ani słowa po francusku nie da się dużo załatwić, nawet w hotelach.. Całe szczęście, że Monika zna ten język i ratuje całą ekipę. Hotel, który wybraliśmy, był pierwszym na naszej liście i okazał się strzałem w dziesiątkę. Czysty, schludny i za przystępną cenę 170 DRH za dwójkę.

Marokańska herbata znacznie różni się od tych znanych nam z innych krajów arabskich. Na poczatku wydawało się nam, że coś z nią jest nie tak, ale była wyborna. Okazało się, że jest to mieszanka zielonej liściastej herbaty wraz z dodatkiem mięty i połowy zawartości cukierniczki (sic!)
Wnętrze baru - restauracji, gdzie jedzą miejscowi. Typowym daniem jest marokański tajine, czyli pieczone przez kilka godzin kawałki warzyw z dodatkiem baraniny oraz rodzynek, migdałów lub morel
Coś, czego nie można przeoczyć - wspaniałe soki wyciskane na oczach kupującego. Za 3 DRH zakupimy jus d'orange, a za 10 DRH sok z grejpfrutów
Wejście na plac Djemaa el-Fna, gdzie można wynająć dorożkę i z innej perspektywy zobaczyć typowe arabskie miasto, jakim jest Marakesz

Przepiękne ogrody znajdują się wokół niemal każdego meczetu
Meczet przy placu Djemaa el-Fna

Spacer po souku, gdzie możemy obserwować pracę rzemieślników różnych profesji
Takie oto zwierzątka można nabyć za parę DRH na souku w Marakeszu
Tańce zawodowej grupy tanecznej z Afryki centralnej, za drobną opłatą można fotografować bez ograniczeń. Bajecznie kolorowe stroje oraz egzotyczne dźwięki - warto zatrzymać się i posłuchać
Na placu Djemaa el-Fna uznanym przez Unesco za miejsce dziedzictwa kulturowego zobaczyć można naprawdę cuda, małpy tańczące przy muzyce, węże słuchające hipnotycznych fletów zaklinaczy, wróżbici przepowiadający przyszłość, kowale-dentyści dumnie prezentujący kolekcje z wyrwanych zębów i wiele innych niesamowitych widoków
Zaklinacz węży
Strój niczym z filmu Harry Potter jest wbrew pozorom idealnym ubiorem na bardzo zimne styczniowe poranki i wieczory, które mogą zaskoczą swoim chłodem nawet przyzwyczajonych do zimowych temperatur turystów
Drugiego dnia zaplanowaliśmy wycieczkę do najciekawszych miejsc Atlasu Wysokiego. W drodze przez góry Atlas Wysoki na wysokości 2300 nad poziomem morza. Wynajęty Hyunday strasznie trząsł i do środka dostawały się spaliny, ale kierowca szybko i sprawnie prowadził samochód przez straszne urwiska i przełęcze
Widoki zapierają dech w piersi. Śnieg leży tutaj przez cały rok a drogi bywają oblodzone
Wijąca się przez wysokie partie gór Atlas droga do zamku Ait Benhaddou
Miejscowości mijane po drodze są malownicze i chętnie spędzilibyśmy w nich kilka dni na kontemplowaniu widoków
Główny cel naszej wyprawy do Maroka - Ait Benhaddou - zamek zbudowany z błotnej cegły, w którym ciągle powstają wielkie, hollywodzkie produkcje filmowe. To właśnie tutaj kręcono między innymi "Gladiatora", "Królestwo niebieskie", "Jerozolimę" i wiele innych historycznych filmów. Rocznie w tym miejscu i okolicach kręci się dwie duże produkcje
Podczas naszej całodniowej wycieczki dotarliśmy do małej miejscowości Ourzazate, w której zwiedziliśmy ciekawy zamek Taourirt Kasbah położony dokładnie na przeciwko nowoczesnego muzeum rekwizytów filmowych. Zamek został zbudowany w 1756 roku z cegły błotnej i do dzisiejszych czasów zachował się w wyjątkowo dobrym stanie. Do dzisiaj jest to miejsce, gdzie słynni reżyserzy kręcą wielkie produkcje filmowe. To ciekawe, że Ourzazate jest małą mieścinką na południu Maroka, a znajdują się tutaj luksusowe hotele. Okazało się, że stanowią one bazę noclegową dla aktorów i całej ekipy filmowej

Po wycieczce wróciliśmy na plac koło naszego hotelu, który zmienił się nie do poznania. Mnóstwo straganów z każdą możliwą potrawą marokańskiej kuchni. Monika jak zwykle miała ochotę wypróbować nowe potrawy. Wybór padł na gotowane ślimaki, które bardzo charakterystycznie pachniały. Za 5 DRH można było nabyć małą miseczkę, za 10 już całkiem sporą. Francuzi, których w Marakeszu jest mnóstwo byli wniebowzięci...

Monika kosztuje gotowanych ślimaków
Zdjęcie przedstawia plac Djemaa el-Fna, który po zmroku zmienia się w jedną wielką restaurację z nagabującymi kucharzami, aby to właśnie u nich spróbować specjałów marokańskiej kuchni. Kucharze znali nawet Roberta Makłowicza, który kręcił tutaj jeden ze swoich programów kulinarnych. Warto tutaj przyjść po zmroku i zagubić się w nieznanych potrawach i smakach... "Zajebiście, że siedliście", jak skomentował jeden z kelnerów

Monika zdecydowała się po krótkich zastanowieniach na pomalowanie swojej ręki brązową henną, która okazała sie jednak mieszanką dziwnych ziół, które zeszły po 15 minutach i nie zostawiły śladu. Szkoda, bo rysunek był naprawdę ładny. Hochsztaplerka pewnie działa nadal.

Następnego dnia zwiedzaliśmy największe atrakcje Marakeszu. Rozpoczęliśmy od słynnych ogrodów Majorelle. Zostały one zaprojektowane przez francuskiego malarza Jacques'a Majorelle, który mieszkał w Marakeszu od 1922 do 1962. W ogrodach podziwiamy gustowne fontanny, stawy, plantacje kaktusów, lasy babmusowe oraz kwitnące palmy daktylowych otaczających małe muzeum sztuki islamskiej.

Jeden z wielu mostków pomalowanych na kobaltowo niebieski kolor

Muzeum sztuki islamskiej w ogrodach Majorelle
Wspaniałe palmy wśród wielkiej ilości niezliczonych odmian kaktusów
Po południu zwiedziliśmy bardzo ciekawy pałac Bahia, zbudowany przez dwóch wezyrów. Można tam zobaczyć pomieszczenia zdobione mozaikami z kafli, zajmowane przez wezyra i jego cztery żony oraz aż 24 konkubiny. Monika na centralnie położonym dziedzińcu prowadzącym do ogrodów.
Dzisiaj można zwiedzać tylko część pałacu, ponieważ wciąż zamieszkuje go rodzina królewska

Kolejny dzień - udaliśmy się pociągiem z Marakeszu do Casablanki. Miasto wygląda dosyć podobnie do Kairu, wciąż znajdują się w nim postkolonialne budynki z pięknymi fasadami, które latami nieodnawiane popadają w ruinę. Casablanka szczyci się wspaniałymi ogrodami i mnóstwem zieleni miejskiej. Centrum miasta wygląda wspaniale, ale statystyki podają, że prawie milion mieszkańców tego czteromilionowego miasta mieszka w strefie slamsów, w domach pozbawionych elektryczności czy kanalizacji. Bez cienia szansy na pracę ani na lepszą przyszłość, ignorowani przez innych mieszkańców i pozbawieni pomocy państwa ci ludzie nie mają nic do stracenia. W maju 2003 roku zamachowcy samobójcy wywodzący się z terrorystycznych ugrupowań ze slamsów w Casablance detonując ładunki wybuchowe zabili 45 osób.

W Casablance znajduje się także wspaniały meczet. Ta budowla to istny cud architektury i wspaniałe miesce do kontemplowania sztuki. Jego budowę rozpoczęto w 1980 roku wypełniając wolę króla Hassana II, wyrażoną w dniu jego 51 urodzin. Świątynię ukończono jednak dopiero 30 sierpnia 1993 roku. Wznosi się ona na sztucznym nasypie ponad wodami Oceanu Atlantyckiego, które widoczne są przez przeszkloną podłogę we wnętrzu meczetu. Niekiedy otwierany jest też ogromny dach świątyni, aby wierni zgodnie z nauką Koranu mogli podziwiać boski ocean i nieboskłon.
Meczet Hassana II jest trzecim największym meczetem na świecie (ustępuje meczetowi w Mekce i w Medynie) - w głównej sali modlitewnej może zmieścić się 25 tysięcy muzułmanów, a na jego rozległym dziedzińcu kolejne 80 tysięcy wiernych. Nad świątynią góruje minaret o wysokości przekraczającej 200 metrów, co czyni go najwyższym minaretem na świecie i jednocześnie najwyższą budowlą w Maroku.
Jako jedna z niewielu muzułmańskich budowli sakralnych w Maroku Meczet Hassana II otwarty jest także dla niemuzułmanów.

Część meczetu zbudowana jest na skałach przybrzeżnych oceanu atlantyckiego a w jego podłodze widać przelewającą się wodę nad fontannami ablucyjnymi. Wspaniałe widoki!

Przepiękne wnętrza meczetu, który budowano bez względu na koszty, marmury włoskie i marokańskie, drzewo cedrowe z Libanu i inne wspaniałe materiały zdobią budowlę. Meczet posiada otwierany dach, który ma pokazywać niebo - jeden z symboli wiary muzułmańskiej. Do wykonania licznych kandelabrów wykorzystano słynne weneckie szkło murano.
W styczniu wybrzeże Maroka w okamgnieniu potrafi zasnuć się gęstą mgłą, która towarzyszyła nam tego dnia do wieczora. Dopiero kiedy opuściliśmy Casablankę i Rabat wjeżdżając pociągiem w głąb lądu wróciło wspaniałe słońce.
Rabat - stolica Maroka - powitała nas potężną mgłą. Widoczność ograniczała nam fotografowanie, ale było naprawdę klimatycznie.

Prawie cała ekipa wycieczki w wybitnie zamglonej scenerii Rabatu
Mimo niesprzyjającej pogody nad Oceanem Atlantyckim znaleźli się amatorzy wodnego szaleństwa, którzy mimo gęstej mgły walczyli z falami na deskach surfingowych

Przepiękna stara część Rabatu Kasbah, gdzie uliczki przypominają nam te znane z Santorini
Zwiedzając zabytki Rabatu odwiedziliśmy wspaniałe mauzoleum Muhammada V, jednego z królów Maroka
Zwiedzanie pałacu królewskiego obecnego króla Muhammada VI, który wstąpił na tron w 1999 roku
Rabat podczas nocnych spacerów

Meknes - to my na glównym placu el-Hedim, skąd zaczynają się souki w medinie. Miejsce to okupują sprzedawcy przepysznych soków, pucybuci, sztukmistrze, żebracy i nieliczni turyści z Francji

Souk w Meknes zdjęcie przedstawia reklamę wybornego, wielbłądziego mięsa w bardzo umiarkowanej cenie 26 zł na kilogram
Volubilis - antyczne miasto rzymskie, które zachwyca swoją architekturą. Można tu przyjrzeć się dawnym budynkom mieszkalnym, obecnie częściowo zrekonstruowanym po trzęsieniach ziemi, które zniszczyły dawne miasto niemal doszczętnie

Panorama ruin w Volubilis

Monika przy głównym budynku bazyliki w Volubilis
Jedna z wielu wspaniałych i wyjątkowo dobrze zachowanych mozaik w Volubilis
Główna droga w Volubilis

Widok z najwyższego miejsca na Moulay Idriss, miasteczka wspaniale położonego na wzgórzu, niecałe 5 kilometrów od Volubilis. W mieście tym znajduje się mauzoleum wielkiego wnuka proroka Mahometa, który opuścił Mekkę i osiedlił się niedaleko Volubilis na malowniczych wzgórzach

Na zdjęciu jedna z nielicznych tablic ilustrujących zawiłe ścieżki mediny
Meknes już za nami i pociagiem udaliśmy się do Fes, skąd mieliśmy powrotny lot do Frankfurtu Hahn. Fesz jest olbrzymi, a raczej olbrzymia jest jego medina, największa, jaką widzieliśmy w życiu. Medina to plątanina uliczek we właściwym mieście, najstarszej cześci aglomeracji. Medina jest tak potężna, że zalecane jest zwiedzanie jej z przewodnikiem. W 1981 roku medina w Fes została wpisana na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO. Nam udaje się po paru kwadransach zorientować w labiryncie z pomocą dobrej mapki i umiejętności wypatrywania punktów orientacyjnych.
Naszym celem w medinie było odwiedzenie historycznych już farbiarnii i garbiarnii skór baranich i wielbłądzich, z których słynie Fes. To właśnie tutaj zakupimy najlepsze wyroby skórzane w całej Afryce Północnej takie jak torebki, paski, portfele czy ubrania.

Wejście główne do mediny w Fes, która otoczona jest grubymi murami zabepieczającymi w przeszłości przed atakami najeźdźców

Osiołki są od stuleci jedynym środkiem transportu w medinie, przewożąc każdy rodzaj ładunku w nawet najbardziej ciasnej uliczce labiryntu

Miejsce magiczne - farbiarnia, ciężko tutaj dotrzeć, bowiem producenci pilnie strzegą swoich tajemnic, ale jeśli zdecydujesz się zrobić zakupy w ich sklepie z chęcią pokażą swój warsztat pracy. Farbiarnia ze zdjęcia to największa farbiarnia w Fes (podobne znajdziemy jedynie w Iindiach). To tutaj skóry po "wypraniu" trafiają do zbiorników z uryną krów lub owiec, gdzie nabierają odpowiedniej miękkości. Następnie rzemieślnicy w odpowiednich ubraniach (sic!) przenoszą skóry do zbiorników z odpowiednimi barwnikami. Warto pamiętać, że tę fizycznie ciężką pracę robotnicy wykonują w przeraźliwym fetorze za wyjątkowo małe wynagrodzenie wynoszące 40 DRH za dzień pracy. 40 DRH to około 13 zł. Praca jest wyjatkowo trudna i niebezpieczna dla zdrowia. Skóry muszą być moczone w żrących, naturalnych i toksycznych odczynnikach, dlatego często można spotkać w medinie mężczyzn ze spuchniętymi dłońmi lub stopami. Tutaj czas się naprawde zatrzymał. Dopiero tutaj docenia się własny dom i pracę, która pozwala nam utrzymać się w świecie wygód.
W Fes podobnie jak w innych miastach Maroka na ulicach spotkac można bardzo dużo biednych ludzi żebrzących o jałmużnę. Religia muzułmańska wymaga, aby minimum 10 procent swoich dochodów przeznaczać na datki dla biednych. Większość ludzi ten obowiązek wykonuje wspomagając finansowo starszych czy kobiety z dziećmi.

Po kilku godzinach błądzenia po labiryncie wąskich uliczek mediny docieramy ponownie do jej murów. W końcu czujemy powiew świeżego powietrza i możemy swobodnie oddychać.
Wyjazd do Maroka na pewno zapamiętamy jako wyjątkowy. Przede wszystkim towarzyszyła nam bardzo dobra pogoda, wspaniałe słońce w styczniu i bardzo mili ludzie spotkani na szlaku. Przyprawy i daktyle, które przywieźliśmy pozwolą nam zapamietać wyjątkowy czas spędzony w Maroku. Nawet karaluchy w hotelach nie potrafiły zepsuć nam dobrego samopoczucia. Wystarczyło wyjść na glówny plac handlowy np. w Marakeszu i napić się wspaniałego soku pomarańczowego lub grejpfrutowego, aby szeroko usmiechnąć się na cały świat.
Mimo, że nie udało nam sie dotrzeć do Azrou, gdzie żyją swobodnie małpy wyprawa była bardzo ciekawa. Różnicę w mentalności europejskiej i marokańskiej wyczujemy na każdym kroku. Wracając, na lotnisku w Fes, przy odprawie nasze bagaże przejeżdżały na taśmie przez skaner. Na szczęście nie było zakazu wwozu żywności i przywieźliśmy siatkę przypraw. Juz byłem przygotowany na wyjęcie laptopa, aby pokazać że nie mam w nim bomby, ale pracownik ochrony machnął ręką. Jego drugi kolega siedzący przed monitorem skanera właśnie rozwiązywal krzyżówkę, zdębiałem... We Frankfurcie z kolei przechodziliśmy szczegółową kontrolę wykrywaczem metali bez butów, zegarka i paska ze spodni. Wyraźnie czuć różnicę...
27 stycznia 2008 rok
kliknij, aby zobaczyć kilka zdjęć panoramicznych
Informacje konsularne:
Ambasada RP
23 Rue Oqbah, Rabat, Maroc B.P. 425
tel. (0-0212 37) 771-173, 771-791; fax/modem 775-320
tlx (407) 31003 POLMRAB.
e-mail: apologne@onpt.net.ma
Konsulat Generalny RP
9, rue dęAlger, Casablanca B.P. 13600
tel. (0-02122) 2279-138, 2296-031; tel./fax 2279-139
tlx (407) 221847 Morhan
e-mail: conspl@mbox.azure.net