Wyruszamy na podbój Iranu!
Przekleństwem ciągłego przemieszczania się każdego podróżnika, jest noszenie całego wyprawowego dobytku na plecach. Każdy radzi sobie z tym problemem inaczej. Teoretycznie nie jest istotne jaki plecak mamy ze sobą - najważniejszym jest, aby był on jak najlżejszy! Podczas długich przygotowań do wyjazdu, walczyliśmy w nieskończoność przy wadze, z założeniem 5 kilogramowego ładunku na plecach. Taka waga pozwala na wyjątkowo swobodne przemieszczanie się w niemal każdych warunkach pogodowych.
Waluty dane z 1 lipca 2008 r:
IRAN:
rial irański, IRR
w użyciu powszechna jest jednostka 'toman' warty 10 riali, 1 USD to około 900 tumanów
1 toman = 10 riali
1 $ = 936 tomanów lub 9360 IRR
9360 IRR = 2,13zł
Syria:
1 US Dollar = 51.97100 Syrian Pound
100 Syrian Pound = 4.24718 Polish Zloty
100 Polish Zloty (PLZ) = 2,354.51 Syrian Pound (SYP)
Turcja:
1 Turkish New Lira = 1.74513 Polish Zloty
1 Polish Zloty (PLZ) = 0.57302 Turkish New Lira (TRY)
100 Turkish New Lira = 174.513 Polish Zloty
100 Polish Zloty (PLZ) = 57.30227 Turkish New Lira (TRY)
10 Turkish New Lira = 8.18592 US Dollar
10 US Dollar (USD) = 12.21610 Turkish New Lira (TRY)
Bułgaria:
1 Bulgarian Lev = 0.80545 US Dollar
1 US Dollar (USD) = 1.24154 Bulgarian Lev (BGN)
1 Bulgarian Lev = 1.71712 Polish Zloty
1 Polish Zloty (PLZ) = 0.58237 Bulgarian Lev (BGN)
Nasza podróż w końcu się zaczęła. Z Gdańska dotarliśmy pociągiem do Katowic, w okolicach którego mieści sie lotnisko Pyrzowice. Musieliśmy przeczekać kilka godzin na lotnisku, aby złapać nasz lot do Burgas. Burgas zaskoczyło nas smogiem i swoją dużą wilgotnością. Z Burgas wybraliśmy się do Stambułu. Dotarliśmy tam autobusem, który bardzo długo czekał na granicy. Po 8 godzinach jazdy pojawiło się to przepotężne miasto, które wydaje się nam jeszcze większe niż trzy lata temu. Ponad dwie godziny wjeżdżaliśmy do miasta autostradą, następnie kolejnym autobusem dostaliśmy się do dzielnicy Sisli gdzie mieliśmy spać.
16 lipca 2008
Ciężko w to uwierzyć - Stambuł tonie w strugach deszczu! Deszcz jest tak intensywny, że ulicami na sygnale sznurem ciągną wozy strażackie do domów zalanych deszczówką. Dzień spędzamy na degustacjach tureckiego pysznego jedzenia. W luksusowej dzielnicy Taksim, można zjeść w niemal każdej kawiarni wspaniały sernik z czekoladową polewą. Niebo w gębie!

Karmienie gołębi
Cały dzień zwiedzaliśmy Stambuł, a raczej wracaliśmy do miejsc, które parę lat temu uznaliśmy za ciekawe. Rzesze turystów odarły już to miejsce z jego egzotycznego klimatu, Stambuł wydaje się już wyjątkowo europejskim miastem. Jutro z samego rana jedziemy na lotnisko Sabiha Gokcen, skąd lecimy przez całą Turcję do Van.
17 lipca 2008
Pobyt w Stambule będziemy miło wspominać, dzięki Pinar z HC. Z samego rana o 7.00 dotarliśmy na Taksim, skąd autobusem firmy havas dotarliśmy na lotnisko Sabiha Gokcen. Samolotem w przeciągu trzech godzin dostaliśmy się do Van, co autobusem zajęłoby nam około 30 godzin. Van słynie z wielkiego jeziora, który jest największym zbiornikiem wodnym w Turcji. Van przywitało nas przepięknym słońcem i temperaturą 40 stopni. Zatrzymujemy się u naszego kolejnego gospodarza z HC, który właśnie zakupił nowy samochód. Dzięki temu możemy zwiedzać okolicę. Jutro planujemy zwiedzanie a pojutrze przekraczamy granicę z Iranem.
18 lipca 2008
Jesteśmy w Van. Miasto wydaje się dość prowincjonalne, lecz gdy wejdziemy do pierwszej lokanty na głównej ulicy pozory znikają. Bardzo dobre jedzenie, wyjątkowo dobra pogoda - dzień bardzo udany. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od wielkiego zamczyska, a raczej tego co z niego zostało, zaledwie 5 kilometrów na północ od centrum miasta. Zamek jest jednym z najbardziej zjawiskowych twierdz w okolicy (zamków jest tutaj aż 10!), został zbudowany w 9 wieku przed Chrystusem. Na niektórych ścianach znajdują się bardzo stare hieroglify.

Na szczycie zamku Van
Jutro z samego rana wyruszamy do Dogubeyazit, który położony jest 3 godziny drogi dolmuszem od Van. Tam łapiemy busik do granicy z Iranem. Teraz dopiero zaczyna sie nasza przygoda...
19 lipca 2008
Problemy z Internetem w Iranie są na tyle poważne, że aktualizacja strony niestety będzie się odbywała z dosyć dużym opóźnieniem.
Dolmuszem, tak jak zakładaliśmy dotarliśmy do ostatniego miasteczka przy granicy turecko - irańskiej skąd za 4 liry stary transit dowiózł nas tuż pod granicę. Mieliśmy mało szczęścia tego ranka, ponieważ zaledwie 5 minut wcześniej podjechał duży autobus z grupą irańskich pielgrzymów wracających z Damaszku. Dwie godziny później powitaliśmy Iran!
Irańczycy mają opinię gościnnych i skłonnych do pomocy. I tak właśnie jest. Wysiadając z dzielonej taksówki jeden z jej pasażerów zaproponował nam podwiezienie do Tabriz, na co ochoczo przystaliśmy, nie zdając sobie sprawy z dystansu wynoszącego aż 300 km. Po drodze nasz dobroczyńca kupił nam dobry obiad, wodę, częstował herbatą, kupował lody oraz telefonicznie łączył ze swoją żoną, która w przeciwieństwie do niego świetnie mówiła po angielsku.
Dobroczyńca, na codzień parający się handlem dywanami, dowiózł nas pod drzwi hotelu Sina, który okazał się dobrym wyborem. Zdeprymowana ciekawskimi spojrzeniami mieszkańców Tabriz, Monika postanowiła wzbogacić swoją garderobę o szatę zgodną z lokalnymi trendami.

Monika na zakupach w irańskim domu mody

100 dolarów i ich równowartość w irańskich rialach

Tabriz okazało się być dosyć dużym miastem, z ciekawym parkiem i olbrzymią fotografią imama Chomeiniego, który zapoczątkował rewolucję w Iranie

Stacja benzynowa w Tabriz. 1 litr benzyny kosztuje tutaj 1000 riali czyli 20 groszy!!!
To wyraźnie tłumaczy dlaczego na ulicach irańskich miast jest olbrzymi ruch.

W Iranie można kupić wyborne owoce, których nie znajdziemy w Polsce. Prócz niskich cen również smak i zapach zostanie nam na długo w pamięci. Na zdjęciu bazar owocowy w Tabriz.

W Tabriz odwiedziliśmy bazar, gdzie można nabyć piękne, ręcznie tkane, jedwabne dywany.
Monika wybiera okrągły dywan 3 na 3 metry za 18 tysięcy dolarów!

Niedaleko Blue Mosque znajduje się niedawno odkryte cmentarzysko z okresu epoki żelaza. Co ciekawe, odkryte szczątki były chowane w pozycji embrionalnej oraz w kierunku zachodzącego słońca.

Od pierwszych dni okazało się, że największym skarbem Iranu są ludzie. Nigdy wcześniej nie spotkaliśmy się z tak bezinteresowną pomocą, zainteresowaniem i chęcią kontaktu jak tutaj. Każde przejście przez miasto to okazja poznania wielu niezapomnianych osób. Czujemy się wyjątkowo. Wyobraźcie sobie, że idziecie ulicą Monte Cassino w Sopocie z wielką dwumetrową, różową, pluszową panterą. Towarzyszą wam ciekawskie spojrzenia, co jakiś czas ktoś wskaże na was palcem, a cała ulica niemal zastyga w bezruchu. Tak właśnie na każdym kroku czujemy się spacerując po ulicach, niezależnie od miasta. I to bez pantery...
Co jakiś czas podchodzi ktoś do nas, aby się przywitać i porozmawiać. Takich miłych spotkań mamy w ciągu dnia około 10. Okazuje się, że można zmęczyć się ludzką życzliwością!
Przeżyliśmy jedną bardzo ciekawą i śmieszną sytuację. W irańskich miastach prawie nie ma ławek, gdzie można usiąść i odpocząć w cieniu, po kilku godzinach zwiedzania. Więc trzeba sobie jakoś radzić. Kupiliśmy pół kilograma orzechów pistacjowych i siedliśmy na krawężniku przy okolicznym sklepie spożywczym. Nie chcieliśmy śmiecić łupinkami na chodnik więc przysunąłem do siebie stary kartonik spod sklepu spożywczego, w którym już znajdowały się jakieś śmieci. Po kilku minutach podchodzi do nas dobrze ubrany mężczyzna i wręcza mi dosyć ciężką siatkę. Patrzę na niego ze zdziwieniem, ale on mówiąc please - szybko odchodzi. Zaglądamy do siatki a w niej: dwie wielkie kanapki z szynką i warzywami, dwa miejscowe zimne napoje pseudo coca cola oraz chusteczki. Naprawdę można się zdziwić jak życzliwi są tutaj ludzie!!!
21 lipca 2008
Dzisiejszy dzień prawie w całości spędziliśmy w autobusie pokonując dystans z Tabriz do Quazvin. Zabrało nam to 8 godzin i dopiero późnym wieczorem, po zameldowaniu w hotelu Iran ruszyliśmy zwiedzać miasto.

Główna ulica w Quazvin (Imam Chomeini street) podczas zmierzchu

Studiujemy przewodnik w poszukiwaniu dobrego jedzenia

Późnym wieczorem znowu spotkaliśmy dwie fajne dziewczyny, które zaprosiły nas na lody i pokazały ciekawe miejsca w mieście. Zbliżała się jednak godzina 21 i nasze towarzyszki musiały szybkim krokiem udać się do domów. Młode, niezamężne Iranki nie mogą przebywać poza domem po 21, ani spędzać czasu w towarzystwie mężczyzn. W przypadku "przyłapania" w takiej sytuacji grożą im nieprzyjemności ze strony policji.
22 lipca 2008
Tego dnia po kilkugodzinnej podróży znaleźliśmy się w Hamadan, dawnej stolicy Persji. Szukając hotelu spotkaliśmy nauczycielkę języka angielskiego z miejscowej szkoły językowej, która zaprosiła nas na swoje zajęcia. Spotkanie było wyjątkowo udane, rozmawialiśmy o tematach tabu w Iranie, o ślubie, kontaktach damsko męskich, dosłownie o wszystkim. Dziewczyny były tak spragnione wiedzy o świecie, że następne trzy godziny minęły błyskawicznie. Było nam niezmiernie przykro, że młodzi ludzie w Iranie nie mogą czuć się w swoim kraju tak swobodnie jak my.

Spotkanie z młodymi Irankami w szkole językowej w Hamadan

Niesamowicie przyjacielscy ludzie, każdy chciał ustawić się do zdjęcia
23 lipca 2008
Dzień rozpoczęliśmy od zwiedzania muzeum antycznych pozostałości po dawnej stolicy Iranu "Hamazan". Taką nazwę miał przez wieki Hamadan, który dzisiaj jest raczej prowincjonalnym miastem oddalonym o pięć godzin drogi od Teheranu. Muzeum jest wyjątkowo ciekawe, można zwiedzić wykopaliska archeologiczne, które prowadzili przez wiele lat francuscy archeolodzy.

Muzeum ceramiki i artefaktów z okresu rozkwitu Persji

Zwiedzając okolice znaleźliśmy przez przypadek katolicki kościół, co w tym kraju i tak jest wyrazem wielkich przemian. Kościół nie wygląda tak, jak do tego przywykliśmy. Ale i tak dobrze, że jest...

Przepiękne i wyjątkowe miejsce. Niedaleko Hamadanu znajduje się malutka miejscowość Ganjameh, gdzie spływa z gór wodospad. To tutaj szukają orzeźwienia mieszkańcy okolicznych miejscowości, którzy rozkładają swoje piknikowe namioty nawet na betonie! Jednak to miejsce jest słynne z innego powodu. Tutaj zobaczymy wyryte w skale teksty, w trzech używanych w 466 roku p.n.e. językach (perski, elamicki, nowobabiloński) sławiące Zorostriańskiego boga Ahura Mazda wykute na polecenie króla Xerxesa. Prócz Xerxesa, podobne napisy zlecił wykucie jego ojciec, słynny król Persji Dariusz, który walczył z Aleksandrem Wielkim, broniąc Persji przed inwazją.

Posążek, pamiątka przedstawiająca wizerunek króla Dariusza
24 lipca 2008
Teheran. Droga z Qazvin do Teheranu to 5 godzin marznięcia w autobusie. Jeżeli powiesz kierowcy, że cierpisz na chorobę lokomocyjną to dostaniesz miejsca od razu za kierowcą, gdzie jest najwięcej miejsca na nogi. Jest jednak negatywna strona tych miejsc. Widzisz jak kierowca prowadzi i przez całe 5 godzin masz zapewnioną sporą dawkę adrenaliny. Momentami po prostu łatwiej zamknąć oczy.
Teheran kojarzy się wszystkim jako siedziba rządu popierającego terroryzm na świecie. Wyobraźcie sobie nasz kraj w czasach komunistycznych, z końca lat osiemdziesiątych. Postęp technologiczny z tamtych czasów zachował się w Teheranie do dziś. Bakelitowe telefony, samochody dymiące tak potwornie, że czasem nie ma czym oddychać. Nowych aut z katalizatorami praktycznie nie ma, więc przez ponad 250 dni w roku nad miastem unosi się śmierdzący smog. Czasem na ulicach zobaczyć można przegubowy autobus ikarus, pomalowany tutaj na fioletowo, tak dobrze znany nam, kiedy ciągle czekało się na niego, zwłaszcza zimą.

Jednym z najważniejszych miejsc, do których chciałem dotrzeć w Teheranie była ambasada USA. Budynek ambasady ma długą historię, chyba najbardziej krwawą na Bliskim Wschodzie. O fatalnej operacji "Ajax", czyli o zamachu stanu rządu Mohammad'a Mossadegh'a można znaleźć sporo informacji na stronach CIA. Najbardziej ciekawą i jednocześnie krwawą historią, był szturm studentów na ambasadę w 1978 roku. Wówczas do władzy doszedł Chomeini, który jest czczony dzisiaj w Iranie niczym słynny Ataturk w Turcji.
W wyniku przewrotu władzy, uwięziono 54 dyplomatów, których przetrzymywano na oczach całego świata przez 444 dni. Do dzisiaj nienawiść rządu Irańskiego do USA jest niezwykle silna. Na murach dawnej ambasady można "podziwiać" wyjątkowe malowidła, przedstawiające USA i Israel jako demony zła. Słynne "Down with USA" przerazi każdego przybysza. Równie silnie przemawia malowidło męczenników, którzy zginęli za dzisiejszy Iran i poszli prosto do nieba.
Dzisiaj w dawnej ambasadzie mieści się siedziba bojówek paramilitarnych, które pilnują islamskiej republiki Iranu. Na murach, przy bramie wjazdowej zobaczyć można ostentacyjnie zniszczone insygnia ambasady, które dla przybysza są wyjątkowo szokujące.

Nie znajdziemy w Teheranie ulicy wolnej od wizerunku wielkiego przywódcy rewolucji z 1978 roku, imama Chomeiniego. Każde biuro, prywatna firma czy bank wywiesza na głównym miejscu zdjęcia Chomeniego i obecnego przywódcy religijnego ajatollaha Alego Khamenei'ego.

Podobnie jak portrety przywódców duchowych, równie ważne są wizerunki męczenników, którzy zginęli za islamską republikę Iranu, utworzoną w 1980 roku. Na zdjęciu po prawej, jeden z najważniejszych meczetów w Teheranie, tłumnie odwiedzany w każdy piątek.

Przemierzanie ciekawych uliczek południowego Teheranu

Irańczycy uwielbiają kino. Kino irańskie jest z resztą uznane na całym świecie. Kilka irańskich filmów zdobyło Oskara w kategorii filmów obcojęzycznych, między innymi w 1998 roku Children of heaven.
25 lipca 2008
Piątek, święty dzień dla każdego muzułmanina. Zatem rozpoczynamy zwiedzanie od mauzoleum imama Chomeiniego, do którego docieramy metrem. Mauzoleum robi duże wrażenie, ale mamy pecha bowiem jest akurat w remoncie. Można tutaj dotrzeć metrem wysiadając na ostatnim przystanku. Podróż metrem w Teheranie to wyjątkowe doznanie. Wybitnie zatłoczone, czasem tak, że nie można wejść do środka, kobiety czują się w nim zagrożone. To jedyne miejsce, gdzie Irańczyk mógłby bez konsekwencji dotknąć kobiecego ciała niekoniecznie tam, gdzie kobieta by sobie tego życzyła. Dlatego w każdym składzie metra na początku i na końcu znajduje się wagon wyłącznie dla kobiet.

Metro w Teheranie, część składu wyłącznie dla kobiet
Potężne mauzoleum imama Chomeiniego, obecnie w remoncie. Spotkany ostatnio bardzo miły człowiek, który był naszym kierowcą przez jakiś czas, powiedział nam że Chomeini powinien raczej wisieć, a nie być wychwalany po wsze czasy.
Oto dobrze zachowany egzemplarz unikatowej marki obecnej tylko w Iranie PAYKAN. Ciągle produkowany w niezmienionej technicznie formie jest główną przyczyną potwornego smogu i smrodu nad Teheranem.

Część północna Teheranu, uznawana za luksusową. Na zdjęciu bar dla elit teherańskich serwujący puree w bułce z odrobiną masła. Można zjeść tutaj również dobry kebab.

Przywódcy czuwają w każdym miejscu. Są obecni w każdym sklepie, barze czy banku.

Ściana w centrum Teheranu.
26 lipca 2008
Tego dnia odwiedziliśmy centralę banku państwowego w Teheranie i wymieniliśmy pieniądze na irańskie riale. Byłem wyjątkowo zdziwiony, gdy w tak biednym państwie, w banku zwykli ludzie zamieniali riale na dolary i euro. Obracali tysiącami dolarów, sumami które zwykły Irańczyk zarabiałby w kilka lub kilkanaście lat.
Przy banku centralnym znajduje się słynne muzeum klejnotów. Jednak nie dane nam było je zwiedzić, jest otwarte tylko przez dwie godziny w ciągu dnia od 14 do 16.
o 16.00 autobusem udaliśmy się do Shiraz.
27 lipca 2008
Do Shiraz dojechaliśmy nad ranem. Znaleźliśmy dosyć fajny hotel za 250.000 riali. Shiraz jest doskonałym punktem wypadowym do Persepolis, pozostałości po dawnej stolicy Persji.
Twierdza z krzywą wieżą w centrum miasta.
Podobno wieżę próbowali uratować specjaliści z Pizy.

Miejscowy bazar ma wiele do zaoferowania, trzeba tylko wiedzieć, dokąd iść

Monika wybiera tkaniny
Maszyna do pieczenia chleba, który w smaku zbliżony jest do naleśników

Suszenie świeżo upieczonego chleba

Kolejka do piekarza

Monika z koleżankami w mauzoleum irańskiego poety Hafeza

Mimo parnej bezsłonecznej pogody udaliśmy się do znanego w całym Iranie miejsca, dokąd przybywają tłumnie turyści - mauzoleum Hafeza.
Znajomi Moniki długo nie dali się prosić do wspólnego zdjęcia
28 lipca 2008
Persepolis. Wyruszyliśmy taksówką już o 7.30. Na miejscu byliśmy godzinę później. Persepolis nas oczarowało. Zresztą zdjęcia mówią same za siebie.
Kliknij na nos Gryfina aby przenieść się do galerii - magicznego świata Persepolis

29 lipca 2008
Z samego rana wyruszyliśmy w 7 godzinną podróż do Yazd. Podróż wydawała nam się ciągnąć w nieskończoność. Klimatyzacja w autobusie nastawiona na 16 stopni, a na zewnątrz grubo powyżej 40. Strasznie zmarzliśmy. Za oknem krajobrazy fascynowały coraz bardziej. Góry i pustynia, miejscami widoki jak z innej planety. Warto było się pomęczyć w autobusie. Kuszącą alternatywą był bardzo tani, lokalny lot Iran Air za 30 dolarów.

Fantastyczny dziedziniec hotelu Silk Road

Yazd to miasto meczetów, jest tu ich naprawdę dużo. Większość posiada dwa strzeliste minarety, które w nocy są podświetlane. Zdjęcie po prawej przedstawia typową bramę domu mieszkalnego w Yazd. Co ciekawe zobaczymy tutaj dwie kołatki, jedna dla kobiet a druga dla mężczyzn. Każda wydaje inny dźwięk tak, aby identyfikować płeć gościa.

Wieczór w Yazd, widok na fascynujący budynek Amir Chakhmaq

Widok z najwyższego minaretu meczetu na kładące się spać miasto
30 lipca 2008
Pogoda cały czas dopisuje, z nieba leje sie żar. Hotel Silk Road możemy polecić z czystym sumieniem jako jeden z najlepszych, w jakich nocowaliśmy w Iranie. Fantastyczne śniadanie, prawie europejskie, zapewniło nam mocny zastrzyk energii na początek dnia. Dzisiaj w Iranie jest święto religijne, (trudno zorientować się jakie), wszystkie sklepy, banki i urzędy są zamknięte. Troszkę nam to utrudniło zwiedzanie, ale nie poddajemy się.
Więzienie zbudowane przez Aleksandra Wielkiego, znane obecnie jako Alexander Prison.

Podobnie jak mieszkanki starego miasta w Yazd, przechadzamy się wąskimi uliczkami
31 lipca 2008
Kolejny luksusowy autobus zabrał nas tym razem do Esfahan. Miasto to, okazało się być najbardziej turystyczną miejscowością w Iranie. Prócz tłumów wypoczywających Irańczyków, spotkaliśmy sporo Czechów, Słowaków oraz Francuzów. Mimo światowej propagandy, która zniechęca turystów do odwiedzania Iranu, jednak w Esfahanie zwiedza naprawdę sporo turystów.
Z Yazd do Esfahanu jest tylko 5 godzin jazdy autobusem, jednak droga, którą musi on przebyć to prawie sama pustynia. Brak jakiegokolwiek przystanku dał nam się nieźle we znaki.
Esfahan jest wyjątkowym miastem. W centralnym punkcie miasta znajduje się plac imama, który stopniowo został zagospodarowany już w XVII wieku. To drugi największy plac na świecie po placu Tiananmen o wymiarach 510 na 160 metrów. W południowo zachodniej części placu znajduje się jeden z najpiękniejszych w Iranie, meczet imama.

Odpoczynek przy największym meczecie w Esfahanie

Widok z pobliskiej wieży pałacu Ali Qapu zbudowanego w XVI wieku
1 sierpnia 2008
Powoli kończymy podróż po Iranie. Dzisiaj ostatnie zwiedzanie Esfahanu, a jutro udajemy się w 17 godzinną podróż autobusem do Orumiyeh, miejscowości leżącej niedaleko granicy z Turcją. Wracamy do Turcji, aby dostać się ponownie do Syrii.
3 sierpnia 2008
Po dotarciu do Orumiyeh i znalezieniu hotelu Reza (niezbyt przyjemne miejsce), zaczęliśmy zastanawiać się jak dotrzeć do Syrii.

Pomnik męczenników na głównym placu Faqiyeh w Orumiyeh
Jedyna droga, którą polecali nam wszyscy zainteresowani (hotelarze i właściciele firm przewozowych) prowadzi przez VAN, które już widzieliśmy. Niestety, tureckie władze tak bardzo boją się PKK, (frontu wyzwolenia Kurdystanu), że poblokowali inne drogi w górach prowadzące wzdłuż granicy z Irakiem. Przez blokady dróg (czołgi) musimy kupić bilety z Orumiyeh do przejścia granicznego Sero, (Iran-Turcja), tam starać się o wizę wielokrotnego przekraczania granicy tureckiej. Następnie z Sero do Van a z Van do Antep (Giaziantep).
Przykładowe ceny w Iranie:
-woda mineralna 1,5 litra 5000 riali
-napoje w puszce od 5000 do 1000 riali (1 toman)
-kilogram bananów od 5000 do 8000 riali
-przykładowy obiad w barze dla miejscowych 30000 riali (3 tomany)
-pokój dwuosobowy z łazienką i śniadaniem 250.000 riali (jakości i czystości pokoi nie da się sklasyfikować żadną polską gwiazdką)
-miejsce w dormitorium (nie korzystaliśmy) 50.000 riali
-taksówki najczęściej z terminalu autobusowego do hotelu od 10.000 do 20.000 w Teheranie 60.000
-bilety na metro w Teheranie około 2000 riali w dwie strony
-bilety wstępów do zwiedzanych zabytków od 3000 do 5000 riali
-bilety autobusowe pomiędzy miastami od 50.000 riali do 125.000 w zależności od dystansu.
Podsumowanie podróży po Iranie
Iran bardzo ucierpiał na wskutek wieloletniego embarga handlowego, nałożonego przez USA i Unię Europejską. To wyjątkowa sytuacja, aby kraj z tak potężnymi złożami ropy naftowej i gazu ziemnego żył w takim ubóstwie. To również wyjątkowa sytuacja, kiedy kraj z powszechnie obowiązującym szarijatem tak groźnie wymachiwał szabelką do niemal całego świata.
Szarijat w Iranie mimo niezwykłej egzotyki dla podróżujących, jest powszechnie potępiany przez wszystkich Irańczyków, których spotkaliśmy na naszej drodze, i którzy tak bardzo chcieli rozmawiać na ten temat. Większość młodych ludzi, którzy sami zdecydowali się rozpocząć z nami rozmowę, wykazywali się ogromną chęcią opuszczenia kraju i rozpoczęcia nowego życia poza jego granicami.
Iran dla europejczyka to kraj wielkich paradoksów i kontrastów. Olbrzymie środki finansowe, które wpływają do Iranu poprzez eksport ropy i produktów ropopochodnych, nie przekładają się w żaden sposób na wzrost stopy życiowej zwykłych ludzi.
Młody człowiek kończący studia musi odbyć aż dwuletnią służbę wojskową, mimo że w Iranie żyje 70 milionów mieszkańców. Zbiór religijnych dogmatów, autorytarnie regulujących życie młodych ludzi w znaczącym stopniu ogranicza ich wolność wyboru i u większości wzmaga chęć ucieczki za granicę.
Do najbardziej rzucających się w oczy zakazów, które nas uderzyły należą np., zakaz wznoszenia toastów, zakaz podawania sobie ręki między osobami różnej płci, zakaz posiadania motocykli z silnikiem większym niż 125 cm. Istnieje ponadto wiele norm zwyczajowych zakazujących młodym, niezamężnym muzułmankom, przebywania poza domem po godzinie 21.00 i ograniczającym ich kontakty z płcią przeciwną.
Dla nas bardzo duże znaczenie mają przepiękne miejsca, dla których warto odwiedzić Iran. W przeciwieństwie do niezbyt ciekawej północnej części kraju miasta Isfahan i Yazd robią niezapomniane wrażenie na każdym odwiedzającym. Nie można także zapomnieć o antycznej stolicy Persji, Persepolis, której ruiny znane są na całym świecie, i których zwiedzenie jest żelaznym punktem każdej wycieczki do Iranu.
4 i 5 sierpnia 2008
Wstaliśmy dzisiaj bardzo wcześnie, o 6.00 rano czasu irańskiego. W Turcji był czas cofnięty o półtorej godziny, co jest ważne dzisiaj dla nas wyjątkowo. Idziemy rano na śniadanie ustalone dzień wcześniej z szefem hotelu. Rano jest zupełnie inny człowiek w recepcji, który nie zna angielskiego, nic nie wie o śniadaniu dla nas, i oczywiście nic nie wie o zamówionej taksówce do granicy irańsko tureckiej. W takich sytuacjach trzeba wykazać się dużą cierpliwością. Nasz wyjazd troszkę się opóźnił, ale po kilku telefonach i pół godzinie czekania na śniadanie wyjechaliśmy do miejscowości Sero. Opuściliśmy terytorium Iranu, gdzie Monika z wielkim zamachem wyrzuciła płaszcz, który nosiła przez ostatnie 3 tygodnie. W końcu zdjęła również chustkę z głowy i mogłem w końcu poznać żonę na nowo :)
Po stronie tureckiej czekaliśmy ponad godzinę na przygotowanie specjalnie dla nas wizy wielokrotnego przekraczania granic (mnóstwo papierkowej roboty i oszczędność dla nas przynajmniej 30 dolarów). Już w Turcji dostaliśmy się taksówką do miejscowości Yuksekova skąd następnym busem do Van.
Cała trasa od granicy irańskiej do Van przebiegała w dosyć dużym stresie, bowiem znajdowaliśmy się na terenie tureckiego Kurdystanu, gdzie ciągle stacjonuje tureckie wojsko. Jazdę autobusem co chwilę przerywali żołnierze, dokładnie sprawdzając z psami nasze bagaże. Dosłownie co kilka kilometrów autobus zatrzymywał się, a żołnierze sprawdzali dokumenty i plomby na lukach bagażowych, które nakleili po pierwszym sprawdzaniu bagaży przez psy. W takiej atmosferze dojechaliśmy do Van.
Po kilku godzinach odpoczynku w Van złapaliśmy nocny autobus do Gaziantep. Całonocna jazda wielokrotnie była przerywana kontrolami policji i wojska, którzy szukali narkotyków i nielegalnych emigrantów z Iranu. Na nasze nieszczęście w naszym autobusie została złapana cała rodzina Irańczyków, rodzice z dwójką dzieci. Przez ten fakt autobus został aresztowany na dwie godziny, w celu wyjaśnienia okoliczności sprzedaży biletów nielegalnym emigrantom. Do Gaziantep dotarliśmy o 8.00 rano, skąd busem pojechaliśmy do Kilis, granicznej wsi pomiędzy Turcją a Syrią.
W Kilis musieliśmy wykazać się sprytem, ponieważ znajdująca się tam mafia taksówkowa za wszelką cenę chciała nas przechwycić i namówić na przejazd taksówką z Kilis do Aleppo za 60 dolarów. Jakimś cudem wydostaliśmy się z miasta i złapaliśmy syryjską taksówkę wracającą do domu. Luksusowy Huynday Azera, wyglądający jak kopia mercedesa klasy S, w niecałą godzinę, na skórzanych kanapach z klimatyzacją, za skromną opłatą 20 dolarów podrzucił nas do dzielnicy hotelowej w Aleppo. Kierowca na pewno nie zarabia na życie przewozami osobowymi :), był jednak na tyle miły, że dzięki niemu skomplikowana procedura przekraczania granicy zajęła kilka minut.
6 sierpnia 2008
Przez ostatnie dwa lata Aleppo zmieniło się nie do poznania. Z typowo arabskiego miasta w północnej Syrii zmieniło się w międzynarodowe, tętniące życiem i gwarem międzynarodowego tłumu miasto. Jeszcze w 2006 roku nie można było wybrzydzać na dosyć obskurny hotel Spring Flower za 500 SYP, ponieważ było ich w mieście dosłownie kilka, tak teraz jest ich zatrzęsienie. Zaskoczyły nas luksusowe 5 gwiazdkowe hotele jak Sheraton, włoskie kawiarnie z europejskim jedzeniem, oraz nadzwyczajny porządek utrzymywany przez mrowie policjantów.
Obecny prezydent Syrii, Baszar al-Assad w przeciwieństwie do prezydenta Iranu, zrozumiał, że walka z całym światem zachodnim nie ma sensu i dzięki prozachodniemu nastawieniu Syria dzisiaj kwitnie.
Znalezienie hotelu na naszą kieszeń nie zajęło nam dłużej niż 5 minut. Za 1200 SYP, czyli 26 dolarów dostaliśmy fantastyczny pokój, w nowym hotelu, którego właściciel mieszka w Dubaju. W końcu możemy odpocząć po kilkudziesięciu godzinach podróży przez Iran do Syrii.
9 sierpnia 2008
Po kilku dniach pobytu w Aleppo dojechaliśmy do miejsca, które już dosyć dobrze poznaliśmy dwa lata temu. Palmyra (Tadmor) to cudowne miejsce, piękna oaza na pustyni z wyjątkowymi zabytkami, które swoją atrakcyjnością potrafią przyćmić antyczne budowle, znane niemal wszystkim na terenie dzisiejszej Turcji czy Grecji.

Pozostałości po antycznym mieście Królowej Zenobii tuż po wschodzie słońca

Fascynujące miejsce, gdzie w zupełnej ciszy można kontemplować pozostałości
po antycznej cywilizacji

Zwiedzając ruiny w Palmyrze poznaliśmy chłopaków z naszej misji pokojowej UNDOF na Wzgórzach Golan, którzy wykorzystując przepustkę przyjechali zwiedzić Palmyrę.

Myszkując w antycznych ruinach
W Palmyrze odpoczywamy przez kolejne kilka dni, następnie zmierzamy w kierunku stolicy Syrii - Damaszku.
13 sierpnia 2008
Z samego rana autobusem udaliśmy się do stolicy Syrii, Damaszku, którą zapamiętaliśmy przede wszystkim z wybornych soków owocowych wyciskanych na naszych oczach.

Słynny souk w Damaszku, gdzie można kupić towary z całego Bliskiego Wschodu

Marek u Berbera, syryjskiego fryzjera

Wewnątrz meczetu Umajjadów, irański imam opowiada historię powstania meczetu

Kolejna wycieczka z Iranu z wielką uwagą słucha swojego imama - przewodnika

Piekarze w chrześcijańskiej dzielnicy Damaszku

Syryjczycy przy pracy: producent drabin oraz właściciel smażalni falafeli

Teraz już wiemy co pije pan Cejrowski

Centrum Damaszku w piątkowy, wolny dzień od pracy

Śniadanie jemy razem z lokalnymi mieszkańcami

Humus, groch, oliwa z oliwek, papryka, arabski chleb i herbata - śniadaniowe przysmaki

Marynowane warzywa jako dodatek śniadaniowy są bardzo popularne
wśród lokalnych mieszkańców

Górujący nad Damaszkiem Jabel Kasion, z którego rozciąga się niesamowity widok na miasto

Chyba największy skarb Syrii - wspaniałe soki owocowe
wyciskane z najróżniejszych owoców
18 sierpnia 2008
Ostatnie dni były dla nas miłym odpoczynkiem. Pomimo wysokich temperatur spacery po starym mieście w Damaszku były bardzo interesujące. Stare miasto jest tak duże, że każdego dnia znajdowaliśmy kolejne, nowe uliczki którymi jeszcze nie spacerowaliśmy.
Syrię każdego roku odwiedza coraz więcej turystów, na bazarze w Aleppo sprzedawcy wychwytują obce języki, którymi posługują się przyjezdni i wyuczonymi formułkami nawiązują kontakty "handlowe". Syria z pewnością należy już do krajów, gdzie rynek turystyczny z każdym rokiem się nasila. Jest krajem łatwym w podróżowaniu i zdecydowanie polecamy go dla indywidualnego turysty.
Wracając do kraju na przejściu granicznym pomiędzy Turcją a Bułgarią poznaliśmy fantastycznych ludzi: Colina i Julie, parę Kanadyjczyków, których pasją od wielu lat są kajaki. Julie Angus jest pierwszą kobietą na świecie, która samotnie przepłynęła łodzią napędzaną siłą mięśni ocean Atlantycki. Podczas naszego krótkiego spotkania dowiedzieliśmy się, że Julie i Angus są właśnie podczas ich kolejnej zwariowanej podróży, z północnej Szkocji do Syrii rowerami - ciągnąc na małych przyczepkach wąskie kajaki. Tam gdzie się da przejechać lądem - jadą rowerami, tam gdzie potrzeba łodzi - płyną kajakami. Szczegóły ich podróży można śledzić tutaj.