W tym roku kontynuujemy naszą przygodę z Bliskim Wschodem i wyruszamy na podbój Egiptu. Po miesiącu spędzonym w Egipcie nie mamy już złudzeń - Egipt nie ma już dla nas białych plam. Zobaczyli¶my niemal wszystko, co warte było obejrzenia.
Nasza trasa po Egipcie wyglądała tak, jak na poniższej mapce:


Rozglądając się za biletami lotniczymi do Egiptu mieliśmy dwie możliwości: polecieć z Warszawy do Kairu za 1800 zł lub z Gdańska do Sharm Al Shekh wraz z jednym tygodniem zakwaterowania w hotelu 3*** oraz z dwoma posiłkami dziennie za 1750 zł. Co byście wybrali? No właśnie, my zrobilismy to samo. Hotel w Sharmie był lekko mówiąc nadgryziony zębem czasu i pokryty patyną kurzu.
Dla nas to jednak nie miało wiekszego znaczenia, bo jak się okazało w Egipcie był to jeden z lepszych hoteli w których nocowaliśmy. (Rada: jeśli wybierasz się do Egiptu na wycieczkę z biura podróży - wybieraj tylko spośród oferty 4 lub 5 *****). Lot trwał 4 godziny 10 minut. Po wylądowaniu buchnął w nas żar goracego powietrza, mimo że była dopiero 6 rano. po dotarciu do hotelu okazało się, że hotel jest zapuszczony jak diabli, ale dla nas i tak był w miarę ok. Sharm oferuje dużo atrakcji, z których po wielu negocjacjach skwapliwie skorzystaliśmy. Pierwsza atrakcja to całodzienna wyprawa łodzia motorową z lunchem na pokładzie do najbardziej urokliwych miejsc z rafą koralową, gdzie mogliśmy podziwiać wspaniałe morskie krajobrazy.

Wyprawa łodzią motorową na snorkelling do Ras Mohamet National Park.

Jedna z tysięcy bajecznie kolorowych ryb pływających dookoła nas (parrot fish)

Przez pierwszy tydzień bylismy tak zauroczeni rafą, że każdego dnia uzbrojeni w odpowiedni strój przeciwsłoneczny penetrowaliśmy każde bardziej znane miejsce. Zwróćcie uwagę na mój strój: oprócz koszuli z długim rekawem miałem na głowie czapkę. Pierwszego dnia zignorowałem zupełnie symptomy porażenia słonecznego, czego później bardzo żałowałem. Zdjęcie przedstawia długi pomost betonowy, który prowadzi do 30 metrowego urwiska, gdzie można podziwiać węgorze, a zdarzają się również delfiny.

Kolejna atrakcja pobytu w Sharmie to możliwość podróżowania po pustyni wielbłądem lub konno. Wielbłądy bardzo głośno protestowały, gdy ja miałem być ich pasażerem. Chyba jednak ważę zbyt wiele. Całodzienna wyprawa na wielbłądzie to wydatek około 30 $.

Jak dla mnie był to hit - 3 godzinna wyprawa przez pustynię quadami czyli 4 kołowymi motocyklami z napędem na wszystkie koła. Bez okularów i chusty na twarzy zupełnie nie byłoby nic widać w pyle kilkudziesięciu quadów przemierzających z rykiem piaski pustyni.

Widok na szunreczek pędzących quadów

Podczas wyprawy quadami na pustynię mieliśmy okazję skosztowania beduińskiej herbaty, bardzo mocnej, bardzo aromatycznej i w brudnych szklankach.

Widok na promenadę główną w Sharm Al Shekh. Jest jeszcze dosyć wcześnie i spacerujący na razie nie są atakowani przez naganiaczy z dziesiątek restauracji, biur podróży czy zwyczajnych taksówek.

Zdjęcie przedstawia luksusowy hotel 5***** przy Naama Bay, który został uszkodzony w zamachu bombowym w 2005 roku. Pomimo upływu czasu hotel nadal nie został do końca odbudowany.

Końcówka pobytu na półwyspie Synaj, widok na przystań łodzi motorowych zabierających turystów na wyprawy nurkowe.

Po kilkudniowym pobycie w typowo turystycznej miejscowości dotarliśmy do Kairu. Dla większości turystów wypoczywających w Egipcie kojarzony jest on tylko z Muzeum Egipskim. Jak zawsze po długiej podróży priorytetem jest znalezienie hotelu. Tym razem po godzinie szukania znaleźliśmy bardzo ładny hostel Sara Inn, który możemy polecić każdemu. Znajduje się niedaleko Midan Tahrir czyli placu wolności więc łatwo go znaleźć. Problemem może być znalezienie wolnego pokoju, bowiem w sezonie lipiec - sierpień przyjeżdża do Kairu mnóstwo turystów. Co ciekawe Sara inn ma dwóch właścicieli Egipcjanina i Australijczyka. może właśnie dlatego jest on taki czysty i przyjazny każdemu. W Kairze zostaliśmy kilka dni. Wspaniałym pomysłem jest po prostu zagubić się w labiryncie małych uliczek czasem wygladających jak slamsy, ale jest naprawdę egzotycznie. Kair po erze kolonialnej, dzięki brytyjczykom posiada wspaniałą zabudowę wielopiętrowych, stylowych budynków niestety bardzo zniszczonych przez czas i zupełny brak szacunku przez egipcjan. Często w przepięknej fasadzie można zobaczyć wybitą dziurę na klimatyzator. Po prostu wandalizm. W Kairze jeżdżą tysiące polskich dawno już zezłomowanych pojazdów jak polonezy i duże fiaty 125p.

Plac wolności z przepiękną kolonialną zabudową

W naszym hotelu wynajęliśmy samochód z kierowcą (hyundai Matrix) na cały dzień, aby zwiedzić wszystkie piramidy i światynie dookoła Kairu. Za 200 LE kierowca woził nas po wszystkich ciekawych obiektach i cierpliwie czekał aż wrócimy. Na zdjęciu Marek po wejściu na teren piramid w Gizie.

Sfinks z odstrzelonym przez żołnierzy napoleońskich nosem na początku 19 wieku

Wejście do największej piramidy - Cheopsa, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Przekazy mówią, że jako jedyna była znaleziona bez wewnętrznych malowideł i zdobień, co było cechą charakterystyczną przy chowaniu faraonów od trzeciego tysiąclecia przed Chrystusem. Można tez doszukać sie hipotez, które mówi±, że piramida Cheopsa nie była wykonana przez człowieka. Podobno Napoleon, zdrzemnął sie przez trzy godziny w komorze grobowej piramidy a po obudzeniu był tak wykończony, że lekarz zalecił mu specjalną kurację! Niemniej piramida jest wyjątkowa, bloki kamienne są ze sobą zespolone w taki sposób, że powątpiewać można nad tym, że wykonał to człowiek.

Na zdjęciu nasz pojazd w okolicy kompleksu grobowego w Sakkarze, piramidzie schodkowej
uznawanej za najstarszą piramidę na świecie.

Jeden z najciekawszych obiektów w Egipcie - piramida w Dahszur. Jedna ze starszych piramid z bardzo długim tunelem wejściowym opadającym w dół pod kątem 30 stopni. Mała liczba zwiedzających dodawała specyficznego nastroju, którego nie można przypisać do żadnego innego miejsca w Egipcie.

Wnętrze piramidy w Dahszur, mimo braku zezwolenia na fotografowanie strażnicy sami zaproponowali za stosowny bakszysz.

Przed wejściem do Muzeum Egipskiego. Muzeum to - jest swego rodzaju archaizmem, bowiem od momentu jego założenia w 1902 roku przez brytyjczyków niemal nic się w nim nie zmieniło z wyjatkiech sali tutanhemona. W muzeum panuje ścisły zakaz fotografowania. Jest to główny punkt wszystkich wycieczek i nie można go pominąć będąc w Kairze.

Wnętrze taksówki wiozącej nas do dzielnicy koptyjskiej Kairu. Ciekawostką jest, że za 20 km zapłaciliśmy kierowcy 15 LE a on zatankował przy nas gazu LPG do pełna za 7 LE!!! Litr paliwa benzyny 89 oktanowej a więc gorszej jakościowo niż w Europie trzeba zapłacić około 64 groszy!!!

Wnętrze sklepu z pamiątkami dla turystów w dzielnicy koptyjskiej. Można było kupić wspaniałe pamiątki, figurki, statuetki, biżuterię, a nawet meble stylizowane na bardzo stare bo aż z okresu faraonów.

Wspaniała herbata podawana często z miętą do smaku jest niezwykle pobudzająca do życia nawet po długim zwiedzaniu w upalnej pogodzie.

Przed wejściem do biblioteki aleksandryjskiej w Aleksandrii, dokąd udaliśmy się po zwiedzeniu Kairu. Biblioteka jest ogromna i paradoksalnie nie zawiera żadnej pozycji książkowej ani papirusa ze słynnej biblioteki sprzed wieków. Jedyny zachowany papirus znajduje się w muzeum narodowym w Wiedniu.

Wnętrze biblioteki w której jednocześnie może pracować naukowo 2 tysiące studentów. Biblioteka została wyposażona w sprzęt komputerowy przez amerykańską uczelnię MIT - Massachusettes Institute of Technology.

Te wspaniałe koktaile owocowe, które trzeba jeść łyżką to specjalność aleksandryjskiej sokarni. Koktail 5LE.

Spacerując wieczorem po nabrzeżu w okolicy publicznej plaży spotkaliśmy setki wypoczywających ludzi po męczącym upalnym dniu, dla których staliśmy się olbrzymią atrakcją. Ludzie byli bardzo przyjacielscy i zapraszali nas do wspólnego posiłku.

Spacerując wspaniałymi kolonialnymi uliczkami w Aleksandrii natknęliśmy się na warsztat samochodowy pamietający czasy bytności brytyjczyków w latach 50. Własciciel do dzisiaj posiada pojazd brytyjskiego urzędnika, który uciekając w popłochu przed powstaniem nie odebrał już pojazdu z naprawy.

Z Aleksandrii udaliśmy się przez El Alamain i Marsa Matruh do najpiękniejszego miejsca w Egipcie - oazy Siwa, położonej 25 metrów poniżej poziomu morza. Oaza znaduje się bardzo blisko granicy z Libią i dlatego długo była miejscem zupełnie niedostępnym. Dopiero w latach 80 stopniowo zaczęli pojawiać się turyści. To cudowne miejsce posiada podwodne ujęcie wody mineralnej butelkowanej i sprzedawanej w całym Egipcie. Po zakwaterowaniu w hotelu Paradise safari najlepszym hotelu w miejscowości, udaliśmy się z naszym małym przewodnikiem Abdullahem na wzgórze, które kiedyś było fortecą wśród piasków.

Ze wzgórza rozciągały się wspaniałe widoki na całą oazę oraz słone jezioro w oddali

Następnego dnia wynajęliśmy osiołkową taksówkę, która przez cały dzień obwoziła nas po najciekawszych miejscach oazy Siwa. Tutaj znajdujemy się przy światyni Amona zbudowanej przez rzymian w 338 roku przed Chrystusem.

Wspaniałe miejsce do kąpieli - miejsce pobytu Kleopatry i Marka Antoniusza - Kleopatra springs

Do tego miejsca zjeżdżają się okoliczni mieszkańcy, aby skorzystać z kąpieli i chociaż trochę odpocząć od niemiłosiernych upałów.

Przed wielką wyprawą na pustynię pomiędzy oazami Siwa i Bahariya - zachód słońca przy słonym jeziorze.

Monika przy słonym jeziorze podczas zachodu słońca

Zdjęcie przedstawia zwierzęta, krowy, które spragnione pomyliły się i napiły się wody ze słonego jeziora, które jest tak zasolone, że pomyłka kosztowała je zycie.

Przygotowania do wyjazdu na pustynię z naszymi przyjaciółmi z Włoch

Podczas przejazdu z oazy Siwa do Bahariya zatrzymywaliśmy się w najciekawszych miejscach, tutaj przy gorących źródłach o temperaturze około 50 - 60 stopni celsjusza. Miejsce całkowicie nie skażone destrukcyjną gospodarką człowieka.

Kolejny przystanek, miejsce z krystalicznie czystą wodą używaną do picia przez mieszkańców oazy

Tak wygladała droga pomiędzy oazami - 500 km totalnych bezdroży

Miejscami prócz piasku nie było zupełnie niczego

Odpoczynek na trasie

Skamieniałe muszelki były wszędzie - co oznaczało, że kiedyś tutaj było morze

Piknik pod wiszącą skałą - na zdjęciu nasz przyjaciel Alan z odległego Trynidadu

Po dotarciu do oazy Bahariya podążaliśmy dalej po Egipcie i udaliśmy się do Kairu aby złapać nocny pociąg do Aswanu. Gdy w końcu znaleźliśmy się na wielkim Kairskim dworcu kolejowym okazało się, że na najbliższe 5 dni zostały podobno wykupione wszystkie bilety do Aswanu. Zarówno pierwszej jak i drugiej klasy. Jeszcze nie wiedzieliśmy jak bardzo jest to skorumpowany kraj. Poszliśmy do policji turystycznej, która już wcześniej zasugerowała, że w razie jakichkolwiek problemów powinniśmy prosić ich o pomoc. Szef policji dworcowej poszedł z nami do hotelu przy dworcu i zadzwonił do jego szefa. Po kilku chwilach szef był na miejscu i proponował nam zakup biletów - ale w całym pakiecie 7 dniowego zwiedzania dalszej częsci Egiptu, która jak twierdził jest wyjatkowo trudna do zwiedzania indywidualnego. Przeliczyliśmy sobie wszystkie atrakcje, które nam oferował w ramach swojej ceny i okazało się, że nie jest to zła oferta. Chwilka targowania i już siedzimy w pociągu do Aswanu. Pociąg był tak bardzo klimatyzowany, że przylgnąłem do okiennej szyby w pociągu w poszukiwaniu ciepła. Pociąg wlókł się niemiłosiernie. 700 kilometrów pokonał w 14 godzin. Na peronie już czekał na nas młody człowiek z tabliczką z wypisanym moim imieniem. Prócz nas zgarnął z dworca jeszcze kilka osób i busem zawiózł nas do hotelu Mnemnon. Nie był to jakiś specjalny hotel ale nie był też zły. Po 15 minutach od zakwaterowania w hotelu już jechaliśmy na specjalną wycieczkę. Razem z przesympatycznymi Australijczykami zwiedzilismy najpierw niedokonczony obelisk a potem popłynęlismy do Philea, gdzie znajduje się jedna z najpięknieszych świątyń Egiptu.

Przeniesiona za 40 mln $ świątynia na wyspie Philea, uratowana przed zatopieniem w 1970 roku kiedy rząd egipski skończył budować wielką tamę w Aswanie, zalewając sztucznym zbiornikiem potężny areał przestrzeni.

Zwiedzanie świątyni to wspaniałe i niezapomniane przeżycia, rzeźbienia zachowały się w idealnym stanie

Zwiedzanie wielkiej tamy w Aswanie, zdjęcie przedstawia szkic schematu działania urządzeń prądotwórczych

Abu Simbel - kolejna przeniesiona światynia - faraona Ramzesa I z jego czterema wielkimi posągami

Widok na Nil w Aswanie, prócz wielkich statków wycieczkowych można spotkać feluki, małe egipskie łodzie żaglowe.

Wizyta w wiosce nubijskiej, której mieszkańcy pochodzą ze środkowego Sudanu

Tak oto wyglądała 3 dniowa wycieczka feluką, z kilkoma młodymi australijskimi żydami, którzy właśnie ukończyli szkołę średnią i prócz palenia marychy w zasadzie nic nie robili. Najgorszy w tym rejsie był fakt, że nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego że w czasie 3 dni przepłyniemy zaledwie 45 km i nie bedziemy mieli dostępu do łazienek. Chyba jesteśmy już troszkę 'spoiled'.

Feluka w całej okazałości

Po dopłynięciu do Komombo rozstaliśmy się z kapitanem Mohhamedem i zaczeliśmy znowu zwiedzanie. Na zdjęciu japończycy panicznie bojący się opalenizny w przeciwieństwie do europejczyków używających samoopalaczy - japończycy używają wybielaczy.

Edfu - Iwan i Sandra z Portugalii nasi towarzysze przez ostatnie kilka dni

Świątynia w Edfu - porażająca jakość wykonania naściennych płaskorzeźb

Zdjęcie przedstawia boga Re z charakterystyczną głową orła i kobrą

Po dotarciu do Luksoru zaczęliśmy znowu zwiedzanie - tutaj światynia w Karnaku ze 142 hypostelami przedstawiającymi kwitnące papirusy. Na zdjęciu jedyny w Karnaku kolorowy element inskrypcji, który zachował się do naszych czasów.

Monika podziwia inskrypcje i śladem Champoliona próbuje je rozszyfrować. Po prawej Jason nasz przyjaciel z Alaski, który na codzień pracuje jako instruktor narciarstwa a austryjackie Alpy uważa za żart w porównaniu z górami Alaski.

Skarabeusz w świątyni w Karnaku i Monika 7 razy obchodząca dookoła jego pomnik aby zaskarbić sobie łaskę bogów.

Najciekawsze miejsce do fotografowania w Karnaku - miejsce z którego widać monument wzniesiony dla Nefretete.

Luxor Temple - wejście główne

Wejście na nowoczesny Souk - zbudowany specjalnie dla turystów

Po zwiedzeniu okolic Luksoru udaliśmy się do słynnej Doliny królów, gdzie znajduje się między innymi grobowiec Tutanhemona. Zdjęcie przedstawia próbę rozszyfrowania hieroglifów, które można znaleźć w grobowcach.

Nasz genialny przewodnik, który nawet w temperaturze powyzej 50 stopni wogóle sie nie pocił

Dolina królów wejście do komory grobowej Ramzesa III

Wejście do komory grobowej Tutanhemona - dodatkowo płatne 80LE!!!

Wyjątkowo ciekawy posążek boga płodności - który podobo nie miał jednej ręki, jednej nogi, ale potrafił zapłodnić przez jedną noc wszystkie kobiety z danej wioski. :) ( Przynajmniej tak mówi legenda)

Monika i Jason w światyni Hatszepsut, gdzie na codzień pracują polscy archeolodzy i odkrywają coraz więcej zabytków.

Hatszepsut - Abdullach i Marek

Monika próbuje naśladować jedną z bogiń, która obok na słupie czeka od tysięcy lat

Już końcówka pobytu w Egipcie - po zwiedzeniu najważniejszych zabytków z czasów wielkich faraonów pojechaliśmy do Dahab na półwyspie Synaj, aby odpocząć przez kilka dni w oczekiwaniu na lot do domu z Sharmu. Okazało się, że żaden hotel w Dahab prócz 5***** nie posiada słodkiej wody w kranie tylko bezpośrednio z morza. Na zdjęciu codzienna oferta egipskich restauratorów w postaci wyjątkowo dobrych i świeżych ryb.

Dahab - widok na bazę nurkową przy naszym hotelu Jasmine

Panorama Dahab po zachodzie słońca

Oto nasza królewska ryba na kolację wynegocjowana za 80 LE, ważyła półtora kilograma
i miała wspaniały smak

Rafa koralowa - dzieciaki egipskie łowią ryby dosłownie na goły haczyk - ryb na rafie jest zatrzęsienie

Wschód słońca na słynnej świetej górze Mojżesza - który właśnie tutaj otrzymał kamienne tablice z 10 przykazaniami od Boga

Już po wschodzie słońca, umordowani po całonocnym wejściu na świetą Górę

Powolne zejście do monastyru św Katarzyny razem z setkami innych ludzi

Wąwóz Eel Garden - miejsce gdzie można spotkać żerujące na rafie węgorze i gdzie Monika miała bliskie spotkanie z jeżowcem

Ostatnie śniadanie w Dahab tuz przed odlotem do domu

Monika relaksująca się przed opuszczeniem wspaniałej rafy w Dahab.
Egipt opuściliśmy o 17.30 czasu miejscowego a o 23.00 wylądowaliśmy na gdańskim Rębiechowie. Podróż była niezwykła i miejscami zupełnie zaskakująca, ale ten kawałek swiata jest już za nami. To wspaniałe jak wiele wartosciowych ludzi można poznać na szlaku, dzięki którym wyjazd jest ciekawy i niepowtarzalny. W tym miejscu pozdrowienia dla Marka i Aliny z Kanady z którymi spędziliśmy ostatnie kilka dni pobytu. Mimo wszystko polecamy wszystkim Egipt, bowiem kulturowo jest niemal nie do pobicia. Wiele jednak do życzenia zostawia egipska czystość i mentalność - wszechobecne proszenie o bakszysz i nachalne nagabywanie do zakupów zupełnie bezwartościowych czasem przedmiotów. Jadąc do Egiptu należy po prostu wziąść to w koszty inaczej zwariujemy po kilku dniach denerwując się podczas zwiedzania nawet w miejscach teoretycznie 'hassle free'.